U nas dziś 36C

U nas dziś +36C. To bardzo dużo jak na lipiec, a w końcówce sierpnia to w ogóle kosmos. Upały zresztą trwają już grubo ponad miesiąc. Część osób już się przyzwyczaiła do takich temperatur, a część jest coraz bardziej sfrustrowana, bo ani nigdzie na spokojnie nie można wyjść, ani spać się nie da. Frustracja dopada nawet kilka moich koleżanek, zapalonych miłośniczek południowych rejonów naszego kontynenty i Afryki. Co ciekawe, tam im taka temperatura tak nie przeszkadza, tutaj – zwłaszcza kiedy trzeba jeździć do pracy – już tak. Póki co zarzekają się, że mają dość ciepła na najbliższe kilka lat i nie będą nigdzie wyjeżdżać w cieplejsze rejony. Pożyjemy, zobaczymy 🙂 Ja, jako człowiek najbardziej lubiący (jeśli chodzi o temperatury) wiosnę i jesień, też już powoli wymiękam.

Po urlopie

Ja już po moim wielkim północnym urlopie. Było cudownie, zupełnie inaczej niż zwykle. Dużo podróżowaliśmy, zwiedzaliśmy, pływaliśmy (a raczej żeglowaliśmy), oglądaliśmy piękne widoki. Chyba po raz pierwszy odkąd pamiętam się nie opaliłam… tzn. oczywiście twarz, ręce i nogi (a właściwie łydki) – tak, ale nie skwarzyłam się na słońcu, jak to zwykle ma miejsce. Ze zdziwieniem słuchałam przez telefon jak koleżanka narzekała na upały powyżej 35C i lekko poniżej 40C. A ja miałam przyjemnie 20C, na północy jeszcze mniej, choć na południu rzeczywiście zahaczyliśmy o kilka dni bardzo ciepłych, chociaż nie aż tak jak na południu Polski. Taka pogoda jest cudowna do podróżowania. Człowiek nie jest zmęczony, ospały, tylko rześki. Po powrocie najpierw koleżanki z politowaniem patrzyły na mnie eksponując swoje opalenizny w kusych sukienkach, a teraz ja tak patrzę na nie obserwując jak się poubierały w dłuższe rzeczy, bo się „sypią” – zasmarowują schodzącą skórę, albo się jej pozbywają płatami. Ja mam za to piękną, nawilżoną skórę, a nie taką sztywną skorupę, której lepiej nie ruszać 🙂 No i moje zdjęcia reniferów pobiły na głowę ich plażowe fotki 🙂

Naprawdę wypoczęłam.