Zupa z czosnkiem niedźwiedzim – przepis

Podróżując czy to po kraju, czy za granicą, zawsze sprawdzam dania regionalne w okolicach, w które się wybieram. W tym roku byłam w Beskidach. Nie znalazłam co prawda informacji, żeby zupa z czosnkiem niedźwiedzim czy też z czosnku niedźwiedziego była tamtejszym daniem regionalnym, jednakże jest ona w kartach dań zarówno w restauracjach, jak i w schroniskach PTTK. W innych regionach kraju jej nie spotkałam, więc jak dla mnie jest beskidzkim daniem regionalnym. 

Przyznam szczerze, że tak mi zasmakowała, że zamawiałam ją niemal codziennie, w różnych miejscach. Moja ulubiona wersja jest bardzo prosta do wykonania, a jednocześnie pyszna. Poniżej znajdziecie mój przepis na zupę z czosnkiem niedźwiedzim.

Jak ugotować zupę z czosnku niedźwiedziego?

  1. Najpierw należy ugotować bulion, najlepiej na mięsie wołowym, z dodatkiem standardowych warzyw rosołowych (no może z trochę mniejszą ilością marchewki, żeby nie była słodka). Pod koniec gotowania wyjmujemy warzywa i dodajemy umyte, całe liście czosnku niedźwiedziego. Powinny pogotować się przez chwilkę, żeby zmiękły. Jeśli ktoś woli czosnek niedźwiedzi w „tłuściejszej” wersji, może je lekko podsmażyć na maśle, pod przykryciem (tak z 2-3 minuty). Do ugotowanego bulionu z czosnkiem dodajemy trochę śmietanki 12%.
  2. Osobno gotujemy ziemniaki, a po ugotowaniu robimy z nich puree.
  3. Przysmażamy boczek na skwarki. Skwarki możemy wymieszać z puree ziemniaczanym, albo nałożyć ich trochę na ziemniaki.

Do talerza nakładamy ziemniaki i wlewamy zupę. Ziemniaki można posypać jeszcze prażoną cebulą. 

To wszystko. Polecam 🙂

Na koniec jeszcze jedna uwaga. Kupując czosnek niedźwiedzi, sprawdźcie czy jest z pewnego źródła albo zróbcie „test zapachu” ; ) Dziko rosnący czosnek niedźwiedzi jest pod ochroną i nie wolno go zbierać. Wiosną często trafiam na artykuły zachęcające do jego  zbiorów w lasach. Z jednej strony jest to zabronione, z drugiej należy uważać, bo liście czosnku niedźwiedziego są bardzo podobne do liści konwalii, która jest trująca.

Turystyka poza sezonem

Obiecałam sobie, że od przyszłego roku, będę wyjeżdżać na urlop wiosną albo jesienią. Latem miasta i okolice turystyczne pękają w szwach. Jest głośno, tłoczno, trudno się cieszyć zwiedzaniem. Nie można w spokoju zrobić zdjęcia, a co dopiero usiąść w ładnym miejscu i nacieszyć się widokami lub atmosferą miasta – w zależności od tego co akurat się zwiedza. Najwyraźniej ludziom powodzi się coraz lepiej i postanowili życie spędzić na hałaśliwej turystyce, bieganiu od punktu A do punktu B, zaliczaniu miejsc i publikowaniu z nich zdjęć. Pewnie, jeśli za pięć lat ktoś ich zapyta o to co widzieli, nie będą potrafili odpowiedzieć na pytanie.

Dziś przeczytałam długi artykuł o tym, że taka masowa turystyka męczy też mieszkańców Hiszpanii. Są sfrustrowani brudem, hałasem, tłokiem i niebezpieczeństwami związanymi z masowym najazdem często pijanych, a  bywa, że także agresywnych turystów. Kilka lat temu dużą dyskusję wzbudziło tam wynajmowanie mieszkań w kamienicach i blokach mieszkalnych przez osoby, de facto robiące z tych lokali hostele. Dziś taka sytuacja panuje na wielu polskich osiedlach. Kiedyś były one osiedlami rodzinnymi, a dziś mieszkańcy nie wiedzą kto tam mieszka, gdyż część mieszkań jest wynajmowana i potrafi w nich przebywać 10-12 osób! To powoduje niepewność. W przypadku włamań nikt nie potrafi odpowiedzieć na pytanie czy po osiedlu kręciły się nieznajome osoby. Bo takich osób jest po prostu za dużo.

Nie wiem kiedy Polska zmierzy się z tym problemem i czy się zmierzy. Na razie nawet politycy lokują oszczędności w nieruchomościach na wynajem.

No i w związku z tym postanowiłam ograniczyć sobie nieprzyjemności związane z wyjazdami w zatłoczone tereny. W przyszłym roku wyjeżdżam w sezonie mniej turystycznym. Liczę na to, że będzie pięknie. I klimatycznie 🙂

Jak promować stronę internetową?

Marzeniem każdej osoby, która posiada stronę internetową, jest duża oglądalność tej strony. Bardzo trudno to osiągnąć, jeśli obca jest nam promocja w sieci czy to poprzez pozycjonowanie, Google Ads, czy też działania w ramach social mediów lub w prasie. Jeśli natomiast strona służy do sprzedaży określonych towarów czy usług, oglądalność ta powinna przełożyć się na sprzedaż. Jeżeli – się nie przełoży – należałoby przeanalizować co jest nie tak ze stroną, bo przyczyn może być wiele.

To, która forma promocji jest najbardziej odpowiednia, zależy przede wszystkim od docelowej grupy klientów. Inne działania promocyjne wybierzemy, gdy nasze produkty są adresowane do użytkowników Facebooka, a inne, gdy celujemy w duże zlecenia z dużych firm. W tym ostatnim przypadku nadal znaczenie może mieć reklama w prasie, szczególnie tej bardziej specjalistycznej.

Działania w mediach społecznościowych

Pamiętajmy, że w większości branż dobrze jest próbować trafić do klientów korzystających z różnych źródeł informacji. Jednym ze źródeł ich pozyskania będą media społecznościowe. W tym przypadku trafimy do osób aktywnie z  korzystających np. z Facebooka. Nie trafimy jednak do tych „niezaangażowanych” lub przeglądających, ale po prostu nie mających zaufania do tej formy zakupu.

Promocja w wyszukiwarkach

Podobnie ma się sprawa z pozyskaniem klientów z wyszukiwarek np z Google. W tym przypadku mamy nawet 3 źródła: linki sponsorowane Google Ads, linki naturalne oraz mapy. Są osoby poszukujące danej firmy czy produktów, które klikają po kolei we wszystkie wyniki – i ci trafią do przedsiębiorstwa korzystającego z Ads-ów. Ale są również tacy, którzy do Ads-ów nie mają zaufania. I ci trafią do osób pozycjonujących stronę. Więcej o pozycjonowaniu można przeczytać tutaj: https://bbsoft.pl/pozycjonowanie-stron/

Jest też grupa osób szukających np. specjalistów czy też sklepów w pobliżu miejsca, w którym mieszkają czy przebywają. I oni będą szukać stron w mapach, tzw. pineskach.

Zawsze więc należy rozważyć różne rodzaje promocji strony i – w miarę możliwości finansowych – urozmaicać źródła jej promowania. Z pewnością sprowadzi to więcej klientów do naszej wirtualnej firmy.

Artykuł z promocyjnym linkiem.

Mina jak z „Kevina samego w domu”

Wczoraj, wieszając pranie, pogadałam przez ogródek z sąsiadką. Temat padł m.in. na wakacje. Sąsiadka zwróciła mi uwagę, że nie zaklepała dziecku żadnych kolonii, bo czasy niepewne. Sobie zresztą też żadnego wyjazdu nie zarezerwowała, a najlepsze oferty już się wyprzedały. Chyba zrobiłam minę rodem z „Kevina samego w domu”, bo wydawało mi się, że do wakacji jeszcze mnóstwo czasu… I też nie zabrałam się jeszcze nawet za przeglądanie gdzie by tu wyjechać…

Wiosna, eeech o Ty

Drugi dzień Świąt był wyjątkowo „ładny” – pełne słońce, ciepełko, jasnozielone świeże, rozwijające się liście na drzewach, dywany białych, żółtych, różowych i fioletowych kwiatów, wśród których ukrywają się żaby. Krótko mówiąc: coś strasznego! Tak zwana prawdziwa wiosna czy co?

Męczy się człowiek przy takiej pogodzie, przyzwyczajony do deszczu i chmur. Słońce razi. Coś dziwnego dzieje się z organizmem, poci się i szybko męczy. Spać się chce, mimo wypicia kawy do pysznego świątecznego ciasta. Łatwo się przewentylować na spacerze, kiedy wyszło się na niego po długim okresie. Trudno stwierdzić czy to efekt świeżego powietrza, czy może zanieczyszczonego…

Nie to co w Wielką Sobotę i pierwszy dzień Świąt – klasyczne +5C, mgła i deszczyk od czasu do czasu.

Na szczęście wracamy do pogody, która króluje nam z małymi przerwami od początku roku. Prognozy pogody zapowiadają deszcze i chmury na najbliższe dwa tygodnie. Będzie można wrócić do siedzenia w domu bez wyrzutów sumienia i nic nierobienia.

Swoją drogą, ciekawe jaka będzie Majówka… Czy będzie można spędzić ją pod kocykiem, czy ktoś z rodziny będzie się upierać na jakieś bezsensowne wycieczki 😉

Wiosna, eeech o Ty 😉

Ostatki

Dziś Ostatki. Czy to kolejne „święto”, po Tłustym Czwartku, w którym życzy się wszystkiego najtłustszego? 😉 Trzeba by upiec coś wysokokalorycznego… jakieś faworki, pączki czy oponki. Chociaż, może bezpieczniej kupić? Przynajmniej będzie tego mniej. W powietrzu czuć już wiosnę. Widziałam pierwsze wczesnowiosenne kwiaty i młode listki na krzewach. Człowiek ma nadzieję, że wkrótce zrzuci ciężką, zimową odzież, więc chyba lepiej postawić na ograniczone ilości tłustych rzeczy.

Kiedyś Ostatki miały sens, bo w Wielkim Poście rzeczywiście mniej się jadło. Ale nie dziś, kiedy mało kto się ogranicza nawet w Środę Popielcową. A skoro nie jemy wtedy mniej, to nie ma też sensu jeść więcej przy okazji Ostatków czy Tłustego Czwartku… Przynajmniej mi się tak wydaje, że to powinno iść „dwustronnie”, albo wcale. A co Wy sądzicie?

Dziś otuchy dodaje mi myśl, że za równy miesiąc, a właściwie za 4 tygodnie, już WIOSNA 🙂 Nie wiem dlaczego, ale tegoroczna zima wyjątkowo mnie zmęczyła.

Upadające firmy

Na skutek zamknięcia w czasach covidu, wiele firm zaczęło mieć problemy finansowe. Pogłębiły się one wraz ze wzrostem inflacji i wojną w Ukrainie. Coraz częściej słyszę od znajomych o zwolnieniach w ich firmach lub w innych przedsiębiorstwach w okolicy. Co daje do myślenia, padają zwykle polskie firmy… Zagraniczne zakłady o charakterze produkcyjnym, magazynowym czy spedycyjnym cały czas prowadzą rekrutację.

Likwidacja Porcelany Krzysztof

Przykrą wiadomością, którą usłyszałam wczoraj, są plany zwolnień pracowników i – ostatecznie – zamknięcia Fabryki Porcelany Krzysztof. Działa ona bodajże od 1831 r., będąc jedną z najbardziej znanych fabryk porcelany na świecie. „Przeżyła” kilka wojen, zmian właścicielskich, restrukturyzacji, ale nie dała rady ostatnim wydarzeniom.

Zaczęło się od pandemii i wielkiego zamknięcia. Niestety, o ile duże zagraniczne koncerny np. Amazon czy LG działały normalnie w czasach covidu (zapewne rządzący obawiali się pozwów o odszkodowanie), o tyle rząd nie miał skrupułów wobec rodzimych przedsiębiorstw. Krzysztofa zamknęli, przez co nie mógł wywiązywać się z kontraktów.

Po wznowieniu produkcji, nie było już takiej sprzedaży, bo nadszedł kryzys. A teraz fabrykę dobiły ceny gazu, bo nie znalazła się na liście przedsiębiorstw, którym pomaga państwo. I w ten sposób inne prestiżowe fabryki porcelany na świecie dostaną prezent, bo pozbędą się poważnego konkurenta…

Niestety przedsiębiorstwo, które jako jedno z nielicznych w Wałbrzychu przetrwało zawieruchę lat 90-tych, pada teraz na skutek horrendalnych podwyżek gazu.

Bardzo to przykre. Tym bardziej, że produkują naprawdę porządne rzeczy. Porcelana Krzysztof jest jeszcze do kupienia w niektórych sklepach. Myślę, że warto wymienić stary serwis kawowy albo nakrycia stołowe, póki jeszcze są dostępne na rynku. Jestem pewna, że posłużą znacznie więcej lat, niż porcelana, którą Polacy tak chętnie kupują w pewnej szwedzkiej sieciówce. No i Wasza kuchnia nie będzie wyglądała tak samo jak sąsiadów 😉

Ja w każdym bądź razie wybieram się na konkretne zakupy. Trzeba korzystać z okazji, póki jest. 

Życzenia noworoczne

A z okazji Nowego Roku (ponieważ to pierwszy wpis), życzę Wam wszystkiego co najlepsze, wielu sukcesów i zdrowia.

Trening pamięci

Od dłuższego czasu zauważam u siebie problemy z pamięcią. Odnoszę też wrażenie, że szybko się pogłębiają. To już nie jest tylko kwestia tego, że nie mogę zapamiętać idiomów z angielskiego, które obiecałam sobie wykuć, a efekty są mizerne. Wybierając się na zakupy, zabieram ze sobą listę, żeby nie chodzić dwa czy trzy razy. Kiedyś robiłam ją po to, żeby nie kupować zbędnych rzeczy, tylko te konieczne. Dziś zapisuję, żeby wiedzieć co kupić. Tym bardziej, że rozglądając się po sklepowych półkach, szybko się rozpraszam i już nie pamiętam po co przyszłam.

Zdarza mi się iść po coś do drugiego pokoju, stanąć w wejściu i zastanawiać się co też ja chciałam. Albo wracać się do domu po wyjściu, po rzeczy, których zapomniałam.

Dla mnie to przerażające, bo „za młodu” nie miałam problemów z takimi rzeczami. Do tego dochodzi kwestia dziwnego czasu pandemii, który gdzieś mi uciekł. Uświadomiłam sobie ostatnio, że zdarzenia, które identyfikuję jako: „dopiero co”, „niedawno”, „nie tak dawno” miały miejsce 4-5 lat temu, a nie np. w zeszłym roku, bo wydarzyły się przed pandemią. Ten covidowy czas… sama nie wiem  czy bardziej wyciął mi się z kalendarza czy zlał w jedno i ścieśnił… W każdym bądź razie, coś dziwnego się z nim stało. I ma to wpływ na postrzeganie przeze mnie przeszłości i tym samym na pamięć o określonych wydarzeniach.

Dlatego też muszę postawić na trening pamięci bardziej niż na trening ciała (co nie oznacza, że taki też by się nie przydał). I oczywiście na trening uważności, bo uważam, że jest tu niezwykle pomocny. Oczywiście nadal zakuwam angielski, ale też zamierzam dodać do tego więcej czytania. Być może nauczę się od czasu do czasu jakiegoś wiersza, albo tekstu piosenki? Może zacznę rysować? Na pewno nie mogę zbagatelizować problemu.

No i tym sposobem zrobiła mi się seria artykułów na temat treningu. Poprzednio było o treningu autogennym, a dziś o treningu pamięci. W sumie dość zbliżony temat.

Trening autogenny

Czym jest trening autogenny?

Właściwie można by ogólnie, lecz zgodnie z prawdą, powiedzieć: na lepszym poznaniu siebie. Oznacza to lepszą kontrolę nad własnym ciałem i jego świadomością. Efektem tego jest uzyskanie stanu odprężenia ciała i prawdziwego relaksu.

Na czym opiera się trening autogenny?

Jako, że jest on mocno związany z filozofiami dalekiego wschodu, znajdziemy w nim wiele elementów jogi i medytacji.

W czym pomaga ten trening?

Trening autogenny to zatem coś znacznie więcej niż ćwiczenia fizyczne, co można by wydedukować ze słowa „trening”. Połączenie go ze świadomymi działaniami, powoduje, że jest on ściśle związany z rozwojem osobistym. Pozwala uzyskać lub odzyskać równowagę psychiczną, aby bardziej świadomie decydować o własnym życiu i dokonywać lepszych wyborów. Kładzie nacisk na uważność. W ten sposób wpływa na faktyczną poprawę jakości życia.

Czy trening autogenny jest dla wszystkich, czyli zalety i wady takiego treningu?

Zacznijmy od tego, że są różne „szkoły” i różne sposoby przeprowadzania tego treningu, mimo że jego cel jest jeden. Nie jest to więc jak przedmiot w szkole, w którym jest ustalony program, realizowany zgodnie z podręcznikiem. Treningi są przeprowadzane np. przez psychoterapeutów i wynikają także z ich osobistych wcześniejszych doświadczeń w leczeniu pacjentów. Każdorazowo zatem, przed zapisaniem się na taki trening, należy sprawdzić jakiego rodzaju on jest, do kogo jest kierowany i dla kogo jest przeciwwskazany.

To wynika także z tego, że jak każdy trening, tak i ten autogenny wymaga podjęcia pewnego wysiłku. Przeciwwskazaniem może być zatem np. rozrusznik serca.

Ostatni letni dzień pięknej złotej polskiej jesieni

Podobno dziś ostatni letni dzień pięknej złotej polskiej jesieni. Letni – bo temperatura jak w lecie. Można się opalać patrząc na kolorowe liście na drzewach i krążące w powietrzu wielkie czarne ptaki. Kiedyś myślałam, że to kruki, ale ostatnio przypatrzyłam się, że są różnej wielkości i umaszczenia, więc otrzymały łatkę: czarnych ptaków, które przylatują tu zawsze na zimę. Nie będę udawać ornitologa, bo nie mam pojęcia co za jedne.

Od jutra zapowiadają spore ochłodzenie. Wkrótce w nocy mają pojawić się przymrozki, które zapewne zrzucą liście z drzew, co zakończy tę piękniejszą część jesieni. Do tego ma zacząć padać, zatem po błękitnym niebie, które dziś mamy nad głowami, pozostanie tylko wspomnienie i tęsknota: do następnego razu.

Wygrali ci, którym udało się na dziś wziąć wolne, żeby zrelaksować się na wycieczce, w ogrodzie, albo po prostu ogarnąć teren dookoła domu czy taras przed słotą. Ja z kolei chcę wykorzystać popołudnie na – być może ostatnią w tym roku – dłuższą przejażdżkę na rowerze. Nie lubię jeździć, gdy jest chłodno. Niby się człowiek rusza, ale jednak ręce i stopy marzną.

Mam nadzieję, że złota polska jesień pozostanie z nami jak najdłużej, choć już nie w letnim wydaniu 😉