Początek roku szkolnego

Znowu. Do szkoły chodzą dzieci i rodzice. Dziś nawet bezpośrednio, bo na zebranie. Ech, znów będzie problem z wyborem trójki klasowej. Nie ma jak klasa, w której nie ma społeczników. W podstawówce rodzice są jeszcze gorliwi, w gimnazjum i liceum stwierdzają, że pociechy są na tyle duże, że nie trzeba się angażować, więc po co „zapisywać” się do trójki. Po to, żeby biegać po zebraniach? Ja w każdym bądź razie nie mam na to ochoty.

Piękną mamy końcówkę lata. Tak słonecznie i ciepło nie było nawet w lipcu (dziś u nas jest 31,5 stopni), choć teraz słońce jest jakieś takie bardziej męczące. Pewnie jest już dużo niżej nad horyzontem, a może w toku ewolucji nasze organizmy są już przyzwyczajone do zmian pór roku i oczekują ochłodzenia… Ale co tam, narzekać nie będę. Zawsze to oszczędność na ogrzewaniu i szybkie suszenie prania 🙂

Tego lata mamy wyjątkowe zatrzęsienie… pająków, a konkretnie krzyżaków i tyrzyków. Co chwilę jakiegoś przybłędę muszę łapać do pudełka i wynosić jak najdalej, bo co prawda panicznie się ich nie boję, ale przecież terrarium specjalnie dla nich zakładać nie będę. Szkoda też zabijać, biorąc pod uwagę z kolei urodzaj na muchy, muszki i komary.

W weekend chciałam się wybrać na grzyby, bo te z zeszłego roku mi się skończyły, ale doszliśmy do wniosku, że w naszej okolicy jest za sucho na nie. Może jak trochę popada to się pokażą. Przełożyliśmy wyjazd na za dwa tygodnie.