Tak, wiem, wyprzedaże to naciąganie itd. itd. itd., ale i tak je lubię. Zresztą wygląda na to, że nie tylko ja, a może to ta pogoda, w czasie której ludzie nie wiedzą co ze sobą zrobić, a w domach nie chce im się siedzieć… hmm… W każdym bądź razie coś sprawiło, że nasza (z koleżankami) weekendowa wyprawa do galerii rozpoczęła się od koszmaru ze znalezieniem miejsca do zaparkowania. Zanim udało nam się stanąć, zrobiłyśmy kilka kółek po parkingu podziemnym, kilka po nadziemnym, a w końcu zaparkowałyśmy jakieś 200 m od galerii, na parkingu przy mało uczęszczanym sklepie. Zresztą kasy w zasadzie nie wydałam, bo kilka osób podarowało mi pod choinkę karty podarunkowe. Może to i mało subtelny prezent, ale ma ten plus, że można sobie wybrać to co się naprawdę podoba, nie ryzykując rzeczy, które wrzuci się do szafy czy szafki i pozostaną tam do sądnego dnia. No więc, zaszalałam nabywając sporo nowych rzeczy, choć przyznam szczerze, że zapewne gdybym poczekała jeszcze z 3 tygodnie, to pewnie trafiłabym na większe przeceny. Ale radość jest 🙂 Jednak mimo wszystko zakupy potrafią dostarczyć sporą dawkę endorfin 😉