Trochę ze strachu…

Właśnie mi się przypomniało, że ja prowadzę bloga… Co prawda od czasu do czasu, ale jednak. No więc trochę ze strachu, żeby mi go nie usunęli za to, że od dłuższego czasu leży odłogiem, postanowiłam coś napisać. Lato minęło, pół jesieni też, ale ja wiem czy u mnie wiele się zmieniło? Chyba nie. Z jogi, na którą miałam chodzić nic nie wyszło, bo grupa, która działała od kilku, po wakacjach już nie ćwiczy. A przynajmniej nie ćwiczy w tym miejscu, w którym byli dotychczas i nie mogłam jej znaleźć. Wielka szkoda. Jakoś tak dziwnie się składa, że po basenie kręgosłup boli mnie bardziej (może coś źle robię?) więc rzadko kiedy chodzę popływać. Chyba postawię na leczenie „bierne”, czyli na masaże.

Lato rzeczywiście spędziłam w domu, a właściwie w znacznej mierze na uczestniczeniu w różnych imprezach i jeżdżeniu (lub chodzeniu) po okolicy. Teraz zrobiło się chłodno i wyraźnie brakuje mi aktywności. Miałabym ochotę ją kontynuować, ale ochota przechodzi jak tylko wyjdę z domu. Nie mam pojęcia dlaczego tak marznę. Kiedyś tak nie miałam. Starość czy co? Hmmm… nudy w życiu, nudy na blogu 😉