Podobno dziś ostatni letni dzień pięknej złotej polskiej jesieni. Letni – bo temperatura jak w lecie. Można się opalać patrząc na kolorowe liście na drzewach i krążące w powietrzu wielkie czarne ptaki. Kiedyś myślałam, że to kruki, ale ostatnio przypatrzyłam się, że są różnej wielkości i umaszczenia, więc otrzymały łatkę: czarnych ptaków, które przylatują tu zawsze na zimę. Nie będę udawać ornitologa, bo nie mam pojęcia co za jedne.
Od jutra zapowiadają spore ochłodzenie. Wkrótce w nocy mają pojawić się przymrozki, które zapewne zrzucą liście z drzew, co zakończy tę piękniejszą część jesieni. Do tego ma zacząć padać, zatem po błękitnym niebie, które dziś mamy nad głowami, pozostanie tylko wspomnienie i tęsknota: do następnego razu.
Wygrali ci, którym udało się na dziś wziąć wolne, żeby zrelaksować się na wycieczce, w ogrodzie, albo po prostu ogarnąć teren dookoła domu czy taras przed słotą. Ja z kolei chcę wykorzystać popołudnie na – być może ostatnią w tym roku – dłuższą przejażdżkę na rowerze. Nie lubię jeździć, gdy jest chłodno. Niby się człowiek rusza, ale jednak ręce i stopy marzną.
Mam nadzieję, że złota polska jesień pozostanie z nami jak najdłużej, choć już nie w letnim wydaniu 😉
