Za oknem już wiosna, no może przedwiośnie. Niestety nie ma jeszcze i pewnie długo jeszcze nie będzie świeżych warzyw i owoców, a te które kupujemy muszą być nieźle napakowane chemią. Tym niemniej nie potrafię się powstrzymać przed zmianą diety. Ostatnio u mnie na stole gości mizeria i kanapki z pomidorem i rzodkiewką albo szczypiorkiem. Znam zasady i wiem, że powinnam jeść raczej buraczki i kapustę, ale cóż zrobić, kiedy na dworze tak cudna pogoda i ma się ochotę na coś „lżejszego”. Wy też tak macie?
I znowu walentynki
I kolejny raz zbliżają się walentynki, święto przez jednych uwielbiane, przez innych nienawidzone, a część deklaruje obojętność. Oczywiście zgadzam się, że to kolejne święto zapożyczone, nie polskie, bo co tu się nie zgadzać z oczywistością. Czy przeszkadza nam? Nie sądzę. Sprawdźmy plusy. Moim zdaniem to: miła atmosfera w domu, pretekst do wyjścia lub zorganizowania kolacji w przytulnej atmosferze, pretekst do obdarowania ukochanego/-ej, no i fajnie, kiedy ktoś nas obdarowuje, pobudzenie handlu; choć najmilsze są walentynkowe, anonimowe kartki w skrzynce. Minusy: zapożyczenie (jest to minus z jakiegoś tam punktu widzenia, choć biorąc pod uwagę ilość słów zapożyczonych, jest to kwestia marginalna), przykrość dla singlów nie z wyboru (chociaż w tym okresie więcej osób bardziej ambitnie szuka drugiej połówki, więc może suma sumarum wyjść na plus).
Minusem jest natomiast fakt, że… tak niedawno były poprzednie walentynki. Przerażające jest to, jak szybko się starzejemy. Niedawno było lato. Być może przez ciepłą zimę wydaje się, że od tego czasu upłynęło jeszcze mniej czasu. Chyba tylko przez tydzień chodziłam w „pełnym zimowym umundurowaniu”. Teraz zbliża się wiosna. Wszystko zaczyna kiełkować i zielenić się. Za chwilę kolejne lato i kolejny rok do przodu. Straszne. Lepiej o tym nie myśleć. Niedawno byłam u koleżanki na wsi. Dopiero się wtedy urządzała, a teraz proszę – prawie wszystko skończone. Po drodze mijałam pole, które niedawno było puste, porośnięte krzakami i drzewkami, a dziś stoją na nim drewniane domki campingowe. Wszystko się zmienia. Nie mówię, że to źle, ale czasem dziwnie zobaczyć znajome miejsca zupełnie odmienione.
A tymczasem miałam poszukać inspiracji na obiad, bo ostatnio mojemu niejadkowi nic nie smakuje. Może coś z kaszą, zdrowa, a dawno jej nie robiłam? Pora kończyć i życzyć wszystkim miłego dnia.
