Endermologia – co to takiego?

Endermologia to masaż wykonany nie przez masażystę lecz przy pomocy specjalnego urządzenia, którego zadaniem jest oddziaływanie na głębsze partie skóry. Efektem jest wymodelowanie sylwetki – jej wyszczuplenie, ujędrnienie skóry i redukcja cellulitu. Dlaczego o tym piszę? Bo mam dosyć stosowania nieskutecznych kosmetyków reklamowanych jako „pogromca cellulitu” itp., na które od czasu do czasu dam się skusić, a po których już drugi raz dostałam potwornego uczulenia. Zaczęłam więc szukać innych opcji: nieinwazyjnych, przy których nie muszę obawiać się jakichś dziwnych skutków ubocznych. Takich po prostu zwalczających cellulitis.

W ten sposób trafiłam na informację o endermologii rekomendowanej jako bardzo skuteczny zabieg na cellulit i ujędrnianie, wykonywany urządzeniem jakiejś francuskiej firmy. Zabieg podobno łączy skuteczność w zwalczaniu „pomarańczowej skórki” ze stymulacją kolagenu, elastyny i kwasu hialuronowego. Jego ogromnym plusem jest szybkie osiąganie efektów, które są podobnież widoczne już po 3 sesjach. Gdyby to była prawda…

Dla najlepszych rezultatów zazwyczaj proponują serie ok. 10 zabiegów, rozłożonych na 5 tygodni, które trwają od 40 do 60 minut. Po tym okresie zalecają wykonywanie zabiegów przypominających co 1-2 tygodnie.

Podobno zabieg jest na tyle delikatny, że jest polecany także osobom o delikatnej, wiotkiej, „cienkiej” skórze, a więc takiej jak moja. Istotne jest także to, że nie jest bolesny. O jego bezpieczeństwie świadczy między innymi fakt, że został dopuszczony do stosowania także przez kobiety w ciąży. Jeśli jest tak skuteczny, jak czytam, to ja to chcę 🙂

Nie jestem gotowa i pewnie nigdy nie będę na żadne inwazyjne poprawianie urody, ale na masaże – i owszem. Tym bardziej, że zbliża się lato i człowiek chciałby jakoś wyglądać. Przydałoby się więc pozbyć cellulitu i trochę wymodelować brzuch. Czy ktoś ma jakieś doświadczenia z tą metodą, bo jeszcze kilka dni temu słowo endermologia nic mi nie mówiło? Jeśli tak, poproszę o informację w komentarzach. Będę wdzięczna, tym bardziej, że nie trafiłam na informacje o ewentualnych wadach tego zabiegu 🙂

I po Świętach

Wojna w Ukrainie trwa już prawie dwa miesiące. Przyniosła wielu zabitych i rannych. Uchodźcy mieszkający w Polsce w zeszły weekend świętowali Wielkanoc zgodnie z naszymi zwyczajami. Za kilka dni (a nawet dziś) zaczną świętować zgodnie ze swoimi. To musi być trudne cieszyć się świętami mając w kraju rodzinę o niepewnym losie. Może przynajmniej pogoda będzie dla nich bardziej łaskawa i pozwoli zrelaksować się w trakcie świątecznych spacerów.

A w kolejny weekend wszyscy razem będziemy obchodzić majówkę. Znajomi szykują się do wyjazdów. W ogóle – mimo wojny – ludzie coraz chętniej planują zagraniczne wyjazdy, także w czasie wakacji. Być może po covidzie weszliśmy w etap: co jeszcze może nas spotkać? Odpowiedzieliśmy: wszystko, więc korzystajmy z życia póki czas. I tak też chcemy zrobić podczas majówki i latem. Może i ja zacznę coś planować… Bo jak za długo będę się wahać, to nie znajdę wolnych miejsc.

Miłych Świąt, Majówki i innych uroczystości, które Wam wypadną w najbliższym czasie 😉

Wydruki reklamowe – za czy przeciw?

Raz, dwa razy w tygodniu sprawdzam zawartość skrzynki pocztowej. Rzadko? Pewnie tak, ale to skutek tego, że znajduje się po drugiej stronie osiedla, gdzie mi „nie po drodze” i najzwyczajniej w świecie o niej zapominam. Może gdybym dostawała więcej korespondencji, zaglądałabym codziennie, ale nie dostaję. Jestem jak typowy „zjadacz chleba” na naszym osiedlu, czyli przychodzą do mnie tylko rachunki i wydruki reklamowe. W dodatku rachunki coraz rzadziej, bo w dobie: „zleć przesyłanie rachunków w formie elektronicznej, będziesz mieć taniej”, zleciłam. Po jakimś czasie stwierdziłam, że taniej nie jest, ale na pewno wygodniej, kiedy po domu nie wala się tyle papierów. O przepraszam, mam jeszcze jedną ciocię, która czasami przesyła mi kartki na święta. Tyle.

Nie ma więc w zasadzie po co do tej skrzynki chodzić. Poruszę jednak temat ulotek reklamowych. Jesteście za czy przeciw? Zauważyłam, że większość osób wyciąga wszystko co ma w skrzynce i widząc kolorowe wydruki wyrzuca hurtowo do śmietnika. Niektórzy nawet nie patrzą czy pomiędzy kolorowymi karteczkami nie ma jakiejś ważniejszej korespondencji… Koleżanka przestała tak robić dopiero po tym, jak wyrzuciła tak sobie zaproszenie na wesele. Co innego bez czytania wylądowało w śmietniku, tego już się nie dowiemy. Możemy mieć tylko nadzieję, że nie było tam awiza od żadnej ważnej korespondencji…

Ja osobiście przeglądam. Wyrzucam to, czego nie potrzebuję, a zostawiam to, co mnie zainteresuje. Mam w kuchni osobne miejsce, gdzie to składuję, żebym nie musiała np. grzebać w necie, gdyby mnie coś naszło i chciałabym zamówić pizzę z pobliskiej pizzerni, jakiś dobry obiadek, znaleźć złotą rączkę, która pomoże w naprawie rzeczy, z którą nie potrafię sobie poradzić, duży sklep ogrodniczy, kosmetyczkę, nowy zakład fryzjerski itd. Zatem tak, jestem za ulotkami. A Wy jak macie? Zbieracie, wyrzucacie, a może sami się reklamujecie i zlecacie roznoszenie reklam?

Czasem małe formaty się przydają, chociaż nie rzucają się tak w oczy jak billboardy oglądane codziennie przy okazji stania w korkach. A Wy co sądzicie o dużych formatach? Przyciągają uwagę, urozmaicają czas w korkach czy psują krajobraz? Od wielu, wielu lat są częścią naszego otoczenia i niezmiennie cieszą się zainteresowaniem reklamodawców, a są realizowane przez wyspecjalizowane drukarnie np. taką: druk wielkoformatowy Lublin.

Wesołych Świąt oraz wielu miłych kartek w skrzynce 🙂

Artykuł z linkiem promocyjnym.