Po świętach

Święta upłynęły bardzo przyjemnie, nie tylko na samej konsumpcji przed suto zastawionym stołem, ale także na spacerach i jeżdżeniu na rowerach. W konsekwencji zostało mi bardzo dużo jedzenia (a inna konsekwencja to: uwaga, uwaga, przez święta schudłam 🙂 chyba pierwszy raz w życiu tak mi się zdarzyło). Tak sobie myślę, że przez następne dwa tygodnie będę kupować wyłącznie chleb, resztę mam; częściowo w lodówce, częściowo w zamrażarce. To duże ułatwienie, bo i mniej czasu potrzeba na przygotowanie obiadu i oszczędność. Pakując rzeczy do zamrażarki zauważyłam, że mam jeszcze mnóstwo zamrożonych owoców i warzyw. Dziś więc robię sobie dzień odpoczynku od mięsnych dań. Jem smażone warzywka i piję koktajle 🙂 Pycha, polecam wszystkim.

Po ostatnich wydarzeniach w Brukseli, oddalają się nasze plany wakacyjne w krajach Beneluxu, a nabierają rumieńców plany wyjazdu do Krajów Nadbałtyckich – na Litwę, Łotwę i Estonię. Zobaczymy co z tego wyniknie. Jeśli lato będzie tak gorące jak w zeszłym roku, byłby to dobry kierunek.

Plany na wakacje

Nadeszła wiosna; co prawda jeszcze nie ta astronomiczna, ani nie faktyczna – obserwując śnieg pokrywający samochody i trawniki, ale jakoś tak w narodzie tkwi świadomość, że marzec to już wiosna, tak jak wrzesień to już jesień, mimo że przez jego większą część mamy jeszcze lato. No więc, nadeszła wiosna i zaczyna się snucie planów i robienie rezerwacji na wakacyjne wyjazdy. W tym roku wiele osób zastanawia się gdzie by tu się wybrać, żeby było bezpiecznie i żeby nie trafić na pochody emigrantów czy też na ich pełne miasteczka i plaże. Bo umówmy się – dobroczynność dobroczynnością, współczucie współczuciem, ale na wakacje jedzie się, żeby odpocząć i się zrelaksować a nie martwić problemami innych. Tym bardziej, że – jak pokazuje rzeczywistość, a często nie pokazują media – panowie potrafią być niebezpieczni. To powoduje, że wśród znajomych obserwuję tendencję do odwracania się od kierunku na Grecję i Chorwację i duże wahania co do słonecznej Italii, bo choć o nich mówi się mniej, to jednak znaczna część emigruje właśnie tam. Wraca więc do łask zapomniana od kilku lat Hiszpania i dużo droższa, choć też piękna Francja. Z rozrzewnieniem niektórzy wspominają Krym, choć nikt się tam nie wybiera. Raczej coraz więcej osób zastanawia się nad rodzimym Bałtykiem i Mazurami, bo ostatnie lata mamy upalne więc ciepłolubni, albo raczej upałolubni znajdą u nas to co w ciepłych krajach; choć nadal zagranica to szpan. Z innych kierunków rozważania padają na Amerykę Południową i Środkową, bo mimo dużej odległości ceny robią się zbliżone do cen wyjazdów europejskich. Ostatnimi czasy coraz więcej osób przekreśla też kraje Afryki Północnej, z oczywistych względów, choć są i tacy, którzy się tam pchają z całymi rodzinami. Osobiście nie lubię kusić losu i dla ratowania gospodarki tamtego regionu narażać rodziny na niebezpieczeństwo, żeby w razie czego biadolić przed kamerami jakie to nieszczęścia i niewygody nas spotkały. No i jeszcze rozwija się wśród znajomych kierunek azjatycki, dalekowschodni. Co do nas, na razie uzgodniliśmy tyle, że jesienią wybieramy się w Bieszczady. Zastanawiamy się tylko czy zahaczyć o Solinę, Wetlinę czy Polańczyka. Domki wszędzie są w podobnych cenach i standardzie, a okolica wszędzie piękna. Jeśli chodzi o wyjazd czysto wakacyjny, to – jako że nie jesteśmy ciepłolubni – zastanawiamy się tym razem nad krajami Beneluxu, albo w drugą stronę – nad Litwą, Łotwą i Estonią. Będziemy jednak musieli przysiąść, porządnie rozważyć opcje i się na coś zdecydować, bo nie lubię jeździć tak zupełnie w ciemno, tylko przed wyjazdem staram się nauczyć choć kilku, no powiedzmy, że więcej niż kilku, najbardziej przydatnych zwrotów, bo nie oszukujmy się – u nas panuje przekonanie, że angielski jest językiem uniwersalnym, ale tak naprawdę w wielu krajach zdecydowana większość go nie zna. A tymczasem nadeszła wiosna. Wczoraj był bardzo miły Dzień Kobiet, a dziś stoi przede mną piękny, wielki bukiet różnokolorowych tulipanów 🙂