Jestem odnajdywana, ale…

Już wiem, że mój blog, po zmianie adresu można znaleźć. A wiem to stąd, że przychodzi mi na niego mega dużo spamu pozostawianego w komentarzach. Takiego spamu z prawdziwego zdarzenia, z ogromną ilością linków, czasem jakimś wiele tysięcy razy wklejanym jednym tekstem (zatem nie na temat), a czasem bez niego. Wypadałoby napisać  wszystkim wysyłającym, że nic z tego.  Wszelkie komentarze muszą być przeze mnie zaakceptowane zanim się pojawią na blogu, ale co to da… Główni zainteresowani (w rzeczywistości niezainteresowani) przecież tego nie przeczytają. Oni do czytelników nie należą, zresztą nawet nie znają języka, bo spamują po rosyjsku i angielsku. Czasem arabsku…

Ciekawe czy blog odwiedzają choć od czasu do czasu jacyś onetowi czytelnicy… No nic, dowiem się jak któryś z nich napisze coś w komentarzu 🙂

A na razie nadal męczę się z brakiem weny. Bo co prawda pogoda piękna i zbliża się majówka, więc ogólnie wieje optymizmem, o którym można by napisać, ale ileż można pisać o pogodzie. Ponoć to temat zastępczy dla nieznajomych… Może być też oznaką zramolenia, więc na razie będę go unikać.

Natomiast o majówce na razie cicho sza, bo jeszcze nie wiadomo jaka będzie pogoda, więc nie zapeszajmy… 🙂