Wymiana podszewki

Jak każda kobieta mam kilka torebek, ale tę jedną ulubioną. Reszty używam w zasadzie tylko na jakieś wyjścia. Na co dzień noszę sporą, pojemną torbę, zarzuconą na ramię, do której zmieści mi się nie tylko portmonetka i klucze, ale także kosmetyki i duża część zakupów. Moi mężczyźni twierdzą, że ponadto jeszcze młotek, wkrętarka, korkociąg i Bóg wie co jeszcze 😉 A co do tego ma podszewka?

Otóż, moja ulubiona torebka ma podszewkę ze sporą ilością kieszonek i dwoma dużymi przegrodami. Od dłuższego czasu te przegrody mnie irytują, szczególnie, gdy muszę na szybko znaleźć np. portfel czy telefon. Zwykle ukrywają się w ostatniej, w której szukam. Postanowiłam więc zmodyfikować wnętrzności mojej torebki. Najpierw myślałam o wymianie podszewki na nową, ale do wymiany długo zniechęcała mnie myśl o kłopotach z wszyciem nowej.

Później przypatrzyłam się torebce i doszłam do wniosku, że wystarczy ładnie wyciąć przegrody i po kłopocie. Nie będzie to wymagało żadnych więcej przeróbek, bo tak zostały wszyte, że da się. Pochwaliłam się pomysłem mojemu dziecku i odłożyłam robotę na później.

Moje pomocne dziecko natomiast postanowiło wziąć sprawy w swoje ręce. Za pomoc nie mogę ganić, więc musiałam zagryźć zęby, gdy przyszło ze spuszczoną głową, że przy wycinaniu okazało się, że przecięło jedną ściankę… I to niemal całą… Teraz już niestety podszewka jest nie do uratowania. Znaczy, teoretycznie mogłabym ją zszyć, ale wiem, że w dłuższej perspektywie strasznie by mnie to irytowało.

Kiedyś było dużo sklepów z tkaninami. Pamiętam, że jak byłam dzieckiem czy nastolatką, to chodziłyśmy do nich z mamą na poszukiwanie fajnych materiałów na sukienki, spódnice czy bluzki. Dziś gdzieś przepadły. Pewnie więcej było takich osób jak ja, które po okresie szycia przerzuciły się na okres kupowania gotowych ciuchów.

Znalazłam za to sporo sklepów z tkaninami w internecie. Minusem jest to, że nie można zobaczyć tego „na żywo” i pomacać. W przypadku tkanin uważam, że ma to bardzo duże znaczenie, bo pamiętam, że zdarzało się, że jakiś materiał mi się podobał na półce, a jak go dotknęłam to stwierdziłam, że jednak go nie chcę. Przy podszewkach nie ma to takiego znaczenia. Chyba, prawdopodobnie, mam nadzieję. W każdym bądź razie mam listę sklepów internetowych. Bazując na wzornikach gdzieś sobie coś wybiorę.

Trasy edukacyjno – turystyczne w miastach

Wyjeżdżając na wakacje na przysłowiowy drugi koniec Polski, lubię zatrzymać się po drodze, żeby „rozprostować kości” i – jeśli jest taka możliwość – zobaczyć coś ciekawego po drodze. Zawsze wiąże się to z wcześniejszym przeglądaniem mapy i typowaniem tego, jaka atrakcja turystyczna znajduje się po drodze w moich odstępach postojowych.

Czasem udaje mi się znaleźć jakiś ciekawy zamek, ruiny, kościół, park…. Innym razem zatrzymujemy się w miasteczkach – o ile nie są zbyt duże i nie zajmie nam to zbyt dużo czasu. Wiele małych miejscowości ma naprawdę urocze ryneczki. Coraz częściej można też namierzyć niezbyt długie, a ciekawe trasy edukacyjno – turystyczne poprowadzone po najciekawszych miejscach w miastach i miasteczkach.

Uważam, że to doskonałe rozwiązanie, bo zatrzymując się na chwilę można z kanapką w ręku przejść z dwa kilometry. Taki spacer dobrze wpływa na  krążenie, a także odpręża w czasie podróży. Oczom zapewniamy atrakcję i eliminujemy na trochę znużenie. Poprawiamy zatem także bezpieczeństwo. Dlatego od jakiegoś czasu wybierając się w podróż, wypatruję także informacji o takich trasach. Mam nadzieję, że będzie ich jak najwięcej. Ostatecznie przygotowanie mapy i drogowskazów to niezbyt duży wydatek dla miasta, a duże ułatwienie dla turystów. No i konkurencja dla wielkich internetowych „producentów” map 😉 Tym bardziej, że mieszkańcy na pewno wiedzą więcej o swoim mieście i jego atrakcjach niż programiści na drugim końcu świata.

Szapmon dla kotów czy psów?

A na dziś mam taką „rozkminę”: czy szampon dla kotów nadaje się także dla psów? Bo dostałam szampon od koleżanki, który został jej po kocie, dla mojego pieska. Nie wiem czy psy i koty mają podobne pH skóry, czy ewentualnie jakieś inne składniki „gryzą się” między gatunkami? Bo w opisie wielu produktów dla zwierząt jest napisane: testowany na ludziach… Więc może szampon to szampon i nie ważne dla kogo jest przeznaczony. Po prostu myje włosy i jako taki spełnia swoją funkcję.

A do końca wakacji pozostały trzy dni… Albo miesiąc i trzy dni, jeśli ktoś jest studentem.

Mostek Pokutnic na wrocławskiej katedrze św. Marii Magdaleny

Mostek Pokutnic to jedna z ciekawszych atrakcji Wrocławia – nietypowy punkt widokowy. W zasadzie jest to kładka – łącznik przymocowany do najwyższej kondygnacji dwóch wież gotyckiej katedry kościoła polskokatolickiego św. Marii Magdaleny przy ul. Szewskiej, w pobliżu Rynku.

Mostek znajduje się na wysokości 47 metrów. Roztacza się z niego widok na znaczną część Wrocławia i okolicy.

Mimo, że obecnie panuje swego rodzaju moda na wieże i punkty widokowe, Mostek nie jest wytworem dzisiejszych czasów, w tym sensie, że już w 1459 roku, niedługo po wybudowaniu kościoła, pisano o kładce znajdującej się między wieżami. Co więcej, od początku odgrywała ona rolę punktu widokowego. Bywało, że grywała z niej orkiestra… Nie znaczy to, że ta kładka, po której dziś chodzimy, pochodzi ze średniowiecza. Była ona wymieniona na pewno w XVII w. i w XIX (po tym jak spłonęła od fajerwerków). Została także zniszczona w czasie II wojny światowej, gdy zniszczeniu uległo 70 procent budynków w twierdzy Breslau.

Na szczęście uszkodzony kościół udało się odbudować. Na wieżach nie znajdziecie jednak hełmów, które były tam w minionych wiekach. Kładkę odbudowano i oddano do użytku stosunkowo późno, bo dopiero w 2001 r. Od tego jednak czasu stanowi jedną z większych atrakcji turystycznych miasta.

Legendy o Mostku Pokutnic

Oczywiście ma także swoją legendę uzasadniającą nazwę, a nawet dwie. Według jednej z nich, na mostku pokutowały dusze zmarłych w mieście podróżnych. Według innej, mającej być „zachętą” do zamążpójścia, pokutowały na niej dziewczęta, które chciały się bawić, zamiast wyjść za mąż i wychowywać dzieci.

Poniżej zamieszczam zdjęcie samej Katedry oraz wycinek widoku z kładki, a także zdjęcie obrazu przedstawiającego dawny wygląd kościoła. Wisi on na jednej ze ścian przy podeście w drodze na górę.

Kiedy można wejść na Mostek Pokutnic?

Na koniec dodam tylko, że wstęp na Mostek Pokutnic jest płatny. Godziny otwarcia są uzależnione od pory roku. To jeden z kilku punktów widokowych we Wrocławiu.

Widok z Mostku Pokutnic

Katedra Św. Marii Magdaleny we Wrocławiu

Katedra Św. Marii Magdaleny we Wrocławiu

Obraz kościoła z okresu przed wojennymi zniszczeniami

Endermologia – co to takiego?

Endermologia to masaż wykonany nie przez masażystę lecz przy pomocy specjalnego urządzenia, którego zadaniem jest oddziaływanie na głębsze partie skóry. Efektem jest wymodelowanie sylwetki – jej wyszczuplenie, ujędrnienie skóry i redukcja cellulitu. Dlaczego o tym piszę? Bo mam dosyć stosowania nieskutecznych kosmetyków reklamowanych jako „pogromca cellulitu” itp., na które od czasu do czasu dam się skusić, a po których już drugi raz dostałam potwornego uczulenia. Zaczęłam więc szukać innych opcji: nieinwazyjnych, przy których nie muszę obawiać się jakichś dziwnych skutków ubocznych. Takich po prostu zwalczających cellulitis.

W ten sposób trafiłam na informację o endermologii rekomendowanej jako bardzo skuteczny zabieg na cellulit i ujędrnianie, wykonywany urządzeniem jakiejś francuskiej firmy. Zabieg podobno łączy skuteczność w zwalczaniu „pomarańczowej skórki” ze stymulacją kolagenu, elastyny i kwasu hialuronowego. Jego ogromnym plusem jest szybkie osiąganie efektów, które są podobnież widoczne już po 3 sesjach. Gdyby to była prawda…

Dla najlepszych rezultatów zazwyczaj proponują serie ok. 10 zabiegów, rozłożonych na 5 tygodni, które trwają od 40 do 60 minut. Po tym okresie zalecają wykonywanie zabiegów przypominających co 1-2 tygodnie.

Podobno zabieg jest na tyle delikatny, że jest polecany także osobom o delikatnej, wiotkiej, „cienkiej” skórze, a więc takiej jak moja. Istotne jest także to, że nie jest bolesny. O jego bezpieczeństwie świadczy między innymi fakt, że został dopuszczony do stosowania także przez kobiety w ciąży. Jeśli jest tak skuteczny, jak czytam, to ja to chcę 🙂

Nie jestem gotowa i pewnie nigdy nie będę na żadne inwazyjne poprawianie urody, ale na masaże – i owszem. Tym bardziej, że zbliża się lato i człowiek chciałby jakoś wyglądać. Przydałoby się więc pozbyć cellulitu i trochę wymodelować brzuch. Czy ktoś ma jakieś doświadczenia z tą metodą, bo jeszcze kilka dni temu słowo endermologia nic mi nie mówiło? Jeśli tak, poproszę o informację w komentarzach. Będę wdzięczna, tym bardziej, że nie trafiłam na informacje o ewentualnych wadach tego zabiegu 🙂

I po Świętach

Wojna w Ukrainie trwa już prawie dwa miesiące. Przyniosła wielu zabitych i rannych. Uchodźcy mieszkający w Polsce w zeszły weekend świętowali Wielkanoc zgodnie z naszymi zwyczajami. Za kilka dni (a nawet dziś) zaczną świętować zgodnie ze swoimi. To musi być trudne cieszyć się świętami mając w kraju rodzinę o niepewnym losie. Może przynajmniej pogoda będzie dla nich bardziej łaskawa i pozwoli zrelaksować się w trakcie świątecznych spacerów.

A w kolejny weekend wszyscy razem będziemy obchodzić majówkę. Znajomi szykują się do wyjazdów. W ogóle – mimo wojny – ludzie coraz chętniej planują zagraniczne wyjazdy, także w czasie wakacji. Być może po covidzie weszliśmy w etap: co jeszcze może nas spotkać? Odpowiedzieliśmy: wszystko, więc korzystajmy z życia póki czas. I tak też chcemy zrobić podczas majówki i latem. Może i ja zacznę coś planować… Bo jak za długo będę się wahać, to nie znajdę wolnych miejsc.

Miłych Świąt, Majówki i innych uroczystości, które Wam wypadną w najbliższym czasie 😉

Wydruki reklamowe – za czy przeciw?

Raz, dwa razy w tygodniu sprawdzam zawartość skrzynki pocztowej. Rzadko? Pewnie tak, ale to skutek tego, że znajduje się po drugiej stronie osiedla, gdzie mi „nie po drodze” i najzwyczajniej w świecie o niej zapominam. Może gdybym dostawała więcej korespondencji, zaglądałabym codziennie, ale nie dostaję. Jestem jak typowy „zjadacz chleba” na naszym osiedlu, czyli przychodzą do mnie tylko rachunki i wydruki reklamowe. W dodatku rachunki coraz rzadziej, bo w dobie: „zleć przesyłanie rachunków w formie elektronicznej, będziesz mieć taniej”, zleciłam. Po jakimś czasie stwierdziłam, że taniej nie jest, ale na pewno wygodniej, kiedy po domu nie wala się tyle papierów. O przepraszam, mam jeszcze jedną ciocię, która czasami przesyła mi kartki na święta. Tyle.

Nie ma więc w zasadzie po co do tej skrzynki chodzić. Poruszę jednak temat ulotek reklamowych. Jesteście za czy przeciw? Zauważyłam, że większość osób wyciąga wszystko co ma w skrzynce i widząc kolorowe wydruki wyrzuca hurtowo do śmietnika. Niektórzy nawet nie patrzą czy pomiędzy kolorowymi karteczkami nie ma jakiejś ważniejszej korespondencji… Koleżanka przestała tak robić dopiero po tym, jak wyrzuciła tak sobie zaproszenie na wesele. Co innego bez czytania wylądowało w śmietniku, tego już się nie dowiemy. Możemy mieć tylko nadzieję, że nie było tam awiza od żadnej ważnej korespondencji…

Ja osobiście przeglądam. Wyrzucam to, czego nie potrzebuję, a zostawiam to, co mnie zainteresuje. Mam w kuchni osobne miejsce, gdzie to składuję, żebym nie musiała np. grzebać w necie, gdyby mnie coś naszło i chciałabym zamówić pizzę z pobliskiej pizzerni, jakiś dobry obiadek, znaleźć złotą rączkę, która pomoże w naprawie rzeczy, z którą nie potrafię sobie poradzić, duży sklep ogrodniczy, kosmetyczkę, nowy zakład fryzjerski itd. Zatem tak, jestem za ulotkami. A Wy jak macie? Zbieracie, wyrzucacie, a może sami się reklamujecie i zlecacie roznoszenie reklam?

Czasem małe formaty się przydają, chociaż nie rzucają się tak w oczy jak billboardy oglądane codziennie przy okazji stania w korkach. A Wy co sądzicie o dużych formatach? Przyciągają uwagę, urozmaicają czas w korkach czy psują krajobraz? Od wielu, wielu lat są częścią naszego otoczenia i niezmiennie cieszą się zainteresowaniem reklamodawców, a są realizowane przez wyspecjalizowane drukarnie np. taką: druk wielkoformatowy Lublin.

Wesołych Świąt oraz wielu miłych kartek w skrzynce 🙂

Artykuł z linkiem promocyjnym.

Wiosna

Od kilku dni mamy wprost wymarzoną wiosnę. Kwitną krokusy i forsycje. Kwitną nawet pierwsze drzewka owocowe. Co prawda nie wiem co za jedne, ale wieczorem słodko pachną. Może to mirabelki?

Jest cudownie i tylko jedna myśl przerywa tę sielankę: że taka pogoda jest tylko do dziś (aktualnie mamy 19 stopni na plusie). Od jutra duże ochłodzenie i deszcz, a w sobotę nawet… śnieg… Więc na wiele dni trzeba będzie się wstrzymać ze spacerkami i wylegiwaniem na łączce.

Kombinuję za to, jakby najlepiej wykorzystać dzisiejszy dzień. Warto, a nawet trzeba 🙂 Może rower podśpiewując „wiosna, ach to Ty”? Trzeba rozesłać wici do znajomych. Może się ktoś przyłączy. Byłoby bardzo miło. Sprawdzę przy okazji czy na pobliskim stawie nadal pływa łabędź, a jeśli tak to czy nadal jest sam, czy może znalazł sobie kogoś do pary 🙂

Niespodziewane spotkanie

Ostatnio przechodząc koło małego, zwykle pustego stawu, niespodziewanie spotkałam pięknego łabędzia. Co dziwne wśród tych ptaków – był sam. Być może to młody łabędź, który nie znalazł jeszcze swojej drugiej połówki. Wspaniały ptak. Podpłynął blisko, pewnie spodziewał się, że rzucę mu jakieś jedzonko. Niestety nic dla niego nie miałam.

A przy okazji przypominam, że łabędzi, kaczek, gęsi ani żadnych innych ptaków nie karmi się chlebem. Nie tylko szkodzi im to co nam, czyli wszelkiego rodzaju spulchniacze i polepszacze – tylko w większym zakresie niż nam, bo są mniejsze od nas, ale przede wszystkim zakwas. Ptaki nie powinny go jeść. Już lata temu babcia, która hodowała kury mówiła, żeby nie rzucać im chleba.

Jeśli więc karmicie ptaki, rzucajcie im ziarna, a nie chleb. No już ewentualnie bułki. Przynajmniej są bez zakwasu. Pamiętajmy, żeby pomagając nie szkodzić. Bo wiadomo, że dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane 😉

A teraz fotka spotkanego wspaniałego łabędzia:

To taki optymistyczny obrazek, wśród wielu dołujących, które nas zalewają każdego dnia.

Wiosna

Jeszcze jest zimno. W dzień temperatury nie przekraczają 10 stopni, w nocy trzyma niemały mróz, bo od -7 do -5. Na otarcie łez dni zrobiły się słoneczne, no i są coraz dłuższe. Ptaki śpiewają głośniej niż jeszcze miesiąc temu. Ziemia zaczyna pachnieć wiosną. Rozkwitły najwcześniejsze kwiaty: przebiśniegi, śnieżyczki, a nawet krokusy. Tylko czekać, aż forsycja pokryje się żółtym kwieciem. Patrząc na ten krzew na tle błękitnego nieba, zapewne każdemu skojarzy się z flagą Ukrainy – biednej, bombardowanej, cierpiącej Ukrainy.

Trudno dziś mówić o czymkolwiek, żeby myśli tak czy inaczej nie zmierzały w stronę wojny i jej ofiar. Rosja po raz kolejny okrywa się wstydem, choć wydaje się, że niewielu Rosjan to obchodzi. Dla nich ważniejszy jest brak Coca-coli i McDonald’sa…

W ramach zasady: jakoś trzeba dalej żyć i aby odciągnąć myśli od wojennych tematów, postanowiłam umyć okna i zrobić porządek na ogródku – jak tylko pogoda pozwoli. W przyszłym tygodniu podobno będzie cieplej. Pożyjemy, zobaczymy. Dwa tygodnie temu przewidywali, że ciepło będzie w tym. Znowu przesuwają terminy, łudząc nas ciepełkiem, które nie nadchodzi. W zeszłym roku było tak samo. Sama nie wiem czy meteorolodzy się tak mylą, czy postanowili pocieszyć ludzi łudząc dobrymi prognozami w perspektywie długoterminowej, żeby było na co czekać.

Wczoraj przechodząc koło ogrodnika widziałam dostawę drzewek owocowych. Zastanawiam się nad posadzeniem wiśni. Podobają mi się te drzewka zarówno w fazie kwitnienia, jak i owocowania. Uwielbiam ich smak. Zrobiłabym namiastkę Kraju Kwitnącej Wiśni 😉

Chcę też zamówić duże donice, w których posadzę pomidorki koktajlowe. Te donice, które miałam w zeszłym roku, ledwo utrzymały owocujący krzew, który latem wyglądał bajecznie. Wszelkie kwiaty się chowają. Wyrósł ogromny i pełen czerwonych kuleczek. Widziałam jeszcze piękne odmiany pomidorków w kształcie mikro – bakłażanów, w kolorach: żółtym, czerwonym i… bakłażanowym. Podobno w smaku są wyborne. Pięknie się też prezentują w sałatkach i w ogóle jako przegryzki imprezowo – grillowe. A że ceny wszystkiego rosną, posadzenie żywności na ogrodzie zamiast kwiatów to też nie jest zły pomysł.

Trzymajcie się.

Wojna!

Dziś rano Rosja i Białoruś napadły na Ukrainę, rozpoczynając tym samym wojnę w Europie! Oby Europa i reszta świata wyciągnęły wnioski z poprzednich wojen i podjęły stanowcze, odczuwalne w Rosji sankcje. Nie może być tolerancji dla agresorów.