Mimo ferworu przedświątecznych zakupów, moje koleżanki znalazły czas, żeby w poprzedni weekend wpaść do mnie wieczorem na ciacho i kawę. Pierwszą propozycją było posiedzenie w kawiarni w galerii, bo i tak wszystkie spędziłyśmy tam z pół dnia. Jednak ostatecznie postawiłyśmy na spokojniejsze miejsce. Tak z dala od przedświątecznych, nakręconych tłumów.
Osuszanie po zalaniu
Wczoraj wyprowadziła się ode mnie K. z dziećmi, która pomieszkiwała u nas przez ostatnie kilka dni, bo w domu jej chodziła maszyna do ozonowania i osuszania po zalaniach. Niestety ostatnio przekonała się, że mieszkanie na parterze, mimo wielkiego plusa w postaci ogródka, na który można wygonić dzieci, ma też ten minus, że możesz zostać zalany/zalana przez sąsiada… A jak Cię akurat nie ma w domu, to nawet tak konkretnie. Całe szczęście, że ma dobre ubezpieczenie i wszystko szybko i sprawnie udało się załatwić, bo gdyby przez święta miała użerać się jeszcze z osuszaniem domowymi sposobami, to by jej się wszystkiego odechciało. No więc posiedziałyśmy i pogadałyśmy w niedzielę, a w poniedziałek ciężej niż zwykle się wstawało 😉
Prezenty na Mikołajki
W tym roku na Mikołajki kategorycznie zabroniłam kupowania mi jakichkolwiek słodyczy. Wspomniałam też, że mile widziane są rzeczy robione samodzielnie. No więc dostałam mnóstwo owoców, skarbonkę (bo ostatnio ambitnie zbieram na wakacje i zapchałam poprzednią, przyznam – malutką świnkę) i kilkanaście rzeczy zrobionych własnoręcznie (origami) 🙂 Wyglądają świetnie na półce, chociaż mój okropny, do znudzenia praktyczny umysł cały czas marudzi, że to będzie siedlisko kurzu. Co za okropny organ…
A za niecałe trzy tygodnie już święta. Muszę kupić i przemrozić wołowinę. Zaplanowałam sobie też zrobienie dojrzewającego piernika, więc właściwie już powinnam się za niego zabrać. Niestety nie mam pomysłu na część prezentów i to może być pewien problem… Na szczęście jeszcze jest czas i koleżanki, które mogą dostarczyć inspiracji 🙂 Ostatecznie umówiłyśmy się na następne pogadanki na sobotę. Oby nie odbiło się to na mojej wadze, o którą ostatnio dzielnie walczę 😉
PS. Od mojego Najdroższego jak zwykle dostałam „życzenie” świąteczne nie do zrealizowania. Powinnam poszukać dwóch filmów, z których jednego nie ma nie tylko na płcie, ale nawet nie wszedł jeszcze do kin, a drugi jest tak stary, że był co prawda wypuszczony kiedyś na VHSie, ale na DVD się nie doczekał. W rekompensacie zażyczyłam sobie dwie książki, najlepiej nieużywane. Jedną, której ostatnie wydanie było w 1957 r. i drugą wydaną w 1962 r. 🙂 A co 🙂
