Zabawna rzecz. Ostatnio byłam przeziębiona – nie to nie było zabawne, ale to, że w tym czasie wpadłam na genialny pomysł obejrzenia naszych starych zdjęć i nagrań z różnych uroczystości. Co więcej, odkurzyłam nawet video i stare kasety – ze zdziwieniem stwierdziłam – że dwie „poszły”. Pozostałe niestety się zapewne rozmagnesowały czy coś innego im się stało, tak czy inaczej nie dały się odczytać 🙁 A szkoda, trzeba było je pewnie od czasu do czasu uruchamiać albo jakoś „zgrać” na płytę – ponoć to możliwe. A wracając do tematu, bardzo się uśmiałam oglądając stare nagrania. W takich chwilach człowiek sobie uświadamia, jak ten czas szybko leci. To co wydawało się całkiem niedawno, nagle robi się bardzo odległe; małe dzieci są już pożenione i czasem mają swoje, a jeśli nawet nie – to już nie są tymi zabawnymi szkrabami biegającymi między dorosłymi. A dorośli, no cóż, latka zleciały… Niektórych już nie ma na tym świecie. Generalnie niewiele mam tych filmików – przynajmniej w porównaniu do moich znajomych – bo kiedyś stwierdziłam, że i tak nie ma czasu tego oglądać i „postawiłam” na zdjęcia, po które jakoś łatwiej sięgnąć. Ale w takich chwilach, gdy człowieka do łóżka przykuje, można sobie pooglądać i powspominać. Choć czasem – przyznaję – można się zdołować, kiedy sobie człowiek uświadomi, że młodość już minęła i tylko może pocieszać się sloganami, że tyle się ma lat na ile się czuje. Co zresztą niektórzy odbierają dosłownie i można natknąć się na panią czy pana w wieku „zaawansowanym” i w strojach nastolatków. Może to i dobrze, że czują się młodo, ale niestety metryki da się oszukać.
A wracając do tematu, większość filmów, które oglądałam robiły różne osoby z rodziny, kamerkami ciężko (zwykle) zdobytymi. Tylko ostatnie filmy i zdjęcia ze ślubów były robione przez profesjonalistów i przyznam, że różnica jest: obraz nie skacze, ostrość jest odpowiednia, podobnie jak naświetlenie, ludzie się bardziej naturalnie zachowują -choć może to już z przyzwyczajenia, wszystkie ważne chwile są utrwalone i z tego co pamiętam kamerzysta i fotograf miał wszystko pod kontrolą i nie krzyczał, jak to się kiedyś zdarzało: poczekajcie z tym tortem bo muszę podłączyć wszystko 🙂 Choć i to miało swój sielski urok. Tak czy inaczej ostatnio kuzynka organizowała sobie wideofilmowanie. Warszawę wybrali sobie na miejsce zaślubin, bo tam się osiedlili, więc nie było tradycyjnie, w parafii panny młodej (znaczy rodziców), ale wszystko wypadło cudownie: i sama uroczystość i udało się gościom zapewnić noclegi. No i otrzymałam z tego piękny film. Chyba zacznę częściej nagrywać ważne chwile…
