Nadal ciepło

Nadal ciepło, choć akurat dziś rano powietrze było całkiem rześkie 🙂 Para leciała z ust. Trzeba było też oskrobać szyby samochodów zaparkowanych w cieniu. Teraz już jednak jest przyjemnie. To pewnie ostatni taki dzień tej długiej i ciepłej jesieni, w czasie której człowiek nie mógł się nadziwić patrząc w kalendarz ile jest stopni na zewnątrz. I jak szybko robi się już ciemno.

Jednakże wszystkie prognozy pogody jakie przeglądam oznajmiają duże ochłodzenie i to zarówno w dzień, jak i w nocy, więc chyba koniec sielanki. Wypada mieć tylko nadzieję, że szybko nadejdzie wiosna, bo społeczeństwo zrobiło się bardzo ciepłolubne. W sumie ja też…

Miało być trochę letnich wspomnień, więc niech będzie. W tym roku pospacerowaliśmy sobie trochę po górach. Wzięliśmy na warsztat Góry Izerskie, ze względu na to, że nigdy tam wcześniej nie byliśmy. Zwykle ograniczaliśmy się do Szklarskiej Poręby i ani kawałka dalej. A tu proszę, dalej na zachód mamy piękne, porośnięte głównie świerkami, góry. Bardzo przyjemnie się po nich chodzi, bo wspinać się nie trzeba. Są położone wysoko, dlatego nie mają tak dużych wysokości względnych.

Weszliśmy nawet bez problemów na Wysoką Kopę, która niby ma ponad 1000 metrów, ale zupełnie się tego nie odczuwa. Bardzo fajna okolica. Pospacerowaliśmy również trochę po czeskiej stronie. Zwiedziliśmy Harrachov. Znaleźliśmy tam bardzo przyjemną knajpkę, z przepysznym menu i przemiłą obsługą, więc wszelkie zastrzeżenia o niezbyt miłym przyjmowaniu Polaków w Czechach wrzucam miedzy moje prywatne karty mitów.

Chyba częściej będziemy się wybierać w góry, bo bardzo nam wszystkim się tam spodobało. Zwłaszcza w te mniej oblegane góry, gdzie na szlakach nie trzeba przepychać się między turystami. Tak właśnie było w Izerach. I tak było w odwiedzanych już wcześniej Bieszczadach, choć tam akurat nie na wszystkich szlakach. Niektóre, uważane za sztampowe, rzeczywiście są dość zatłoczone.

Góry mają jeszcze tę przewagę nad morzem, że można się w nie wybrać także zimą 🙂 Więc tym lepiej, że wszystkim przypadły do gustu.

Wspomnienia z wakacji

Tym razem nastawiwszy ligawę, żeby się dusiła, przegrywałam na komputer wakacyjne zdjęcia. Piękne czasy 🙂
W zeszłym roku zrobiliśmy wyjątek i zamiast się wylegiwać na gorącym piasku i pluskać w wodzie, pojechaliśmy w góry. Pogoda dopisała lepiej niż kondycja. Obiecaliśmy sobie, że po powrocie o nią zadbamy, żeby w przyszłym roku było lepiej, ale jak to z obietnicami bywa, nadal prowadzimy siedząco – gastronomiczny tryb życia, więc latem będzie „powtórka z zadyszki” 😉
Mimo tego, warto wybrać się w Tatry, pochodzić po górach, dolinach i jaskiniach, powłóczyć się po Zakopanem, posiedzieć w Cafe Piano, przywieźć zapas oscypka i trochę zdjęć.
Przy okazji zawarliśmy znajomość z kilkoma osobami w pensjonacie, w którym się zakwaterowaliśmy i umówiliśmy się na spotkanie w przyszłym roku. Ciekawe kto się zjawi.
Jeśli ktoś ma ochotę wybrać się w nasze góry, a nigdy tam nie był, polecam Willę Szafran w Zakopanem. Kto wie, może się tam spotkamy 🙂