Śmieszne skarpetki

Od jakiegoś czasu hitem u nas w pracy są kolorowe, śmieszne skarpetki. Być może jest to reakcja na powrót z home office. Po prostu brakuje nam czegoś mniej oficjalnego w naszych strojach. W firmie panuje dość sztywny dress code. No więc każdy prześciga się teraz w dobieraniu do garnituru czy kostiumu jakichś zabawnych skarpetek. Kobiety uczestniczą w tej „rywalizacji” bardzo aktywnie, zakładając przeważnie do żakietu spodnie, a nie spódnice.

Prezent na Dzień Mężczyzny?

Właśnie znalazłam kolejny dobrze zapowiadający się sklep ze skarpetkami. Widzę kilka wzorów, które na pewno zrobią pozytywne wrażenie wśród współpracowników. Myślę, że od razu zamówię jakieś śmieszne skarpetki dla męża. Ostatecznie zbliża się Dzień Mężczyzny, więc coś kolorowego i wesołego będzie doskonałym pomysłem na przełamanie tego poważnie brzmiącego „święta”.

Co ciekawe, z rozmów z kolegami i koleżankami z pracy wychodzi nam, że śmieszne skarpetki cieszą się większym zainteresowaniem wśród dorosłych, niż wśród dzieci. Czyżby dał o sobie znać trend: jak jestem młody to chcę być dorosły, a jak jestem dorosły to tęsknię do dzieciństwa, więc chociaż kolorowe skarpetki sobie kupię? 😉

Bez względu na powód, uważam że wygląda to po prostu dobrze. I ewidentnie poprawia humor. Trudno bowiem przejść bez uśmiechu koło poważnego na co dzień szefa, który siedząc w sali konferencyjnej prezentuje skarpetki w kawałki pizzy, jednorożce, frytki, banany czy coś tam innego nietypowego. Jeden kolega przyszedł ostatnio w różowych skarpetach w jednorożce i jakieś kolorowe chmurki. Skarpetki dobierała mu 5-letnia córeczka 🙂

Z kolei kilka koleżanek, które lubują się w spódniczkach, wychodząc naprzeciw firmowym trendom, starannie dobiera ciekawe rajstopy. Co prawda nie są one kolorowe, ale mają całkiem fajne wzorki. To jednak opcja mniej ekonomiczna i mniej ekologiczna, bo i same rajstopy są drogie i jednak krótki ich żywot. Wolę więc pozostać przy spodniach i skarpetach.

Kolejna wichura

OMG, ale wieje. Mam wrażenie, że zaraz okno wyrwie z ramy. Dobrze, że stoję na parkingu podziemnym, bo na normalnym, gdzie dookoła drzewa, byłoby ryzykownie…