Już świątecznie?

W sklepach na półkach wyprzedażowych stoją jeszcze znicze i kwiaty przeznaczone na groby, a na „topowych” miejscach już pojawiły się choinki, ozdoby świąteczne, zabawki, zabawki, zabawki, świąteczne zestawy kosmetyków i wszelkiego rodzaju rzeczy, które zdaniem sprzedawców, powinny stać się prezentami świątecznymi. Rozbieżność cenowa – od jakichś paru złotych do paru tysięcy… O, zapomniałabym, istnieje możliwość zakupu na raty. Bo któż nie marzy o tym, żeby kupić dziecku klocki Lego i spłacać je do przyszłych świąt 🙂 Przy okazji słyszymy ciągle o jakimś „must have”, „must buy”. Bo czy można odmówić dziecku np. xboxa albo nowego smartfona pod choinkę? W sumie można, ale zdaniem wielu nie należy, bo istnieje coś takiego jak „magia świąt”, przez którą należy rozumieć: dom pachnący choinką, pomarańczami i cynamonem, na bogato wystrojony od zewnątrz i wewnątrz, rodzinę ubraną w „jednorazówki” (czyli stroje z motywami świątecznymi, które kupuje się na raz) oraz mnóstwo prezentów… I nie ważne są same święta, ważna ich oprawa. Marzeniem byłby jeszcze 3 dniowy śnieg i gdyby można było go sprzedawać w ilościach zdolnych ubielić ogródek, to pewnie byłby kolejnym hitem na raty. Swoją drogą ciekawe jaka byłaby reakcja mojego dziecka na prezent w postaci owoców, słodyczy i czegoś zrobionego specjalnie dla niego np. samodzielnie wydzierganego szalika? No, z szalika może by się nie ucieszył, bo ich nie lubi, więc zamieńmy to na czapkę. Trochę za szybko jak dla mnie te święta. I za szybko później znikają.

Już wiemy komu robimy mikołajkowy prezent… Nie wiemy jeszcze jaki…

Początek roku

Święta już dawno minęły, a ja się znów zagapiłam z wpisami. A zatem nadrabiając: w Święta było miło, rodzinnie, trochę nawet śnieżnie, choć niestety nie w Wigilię. Później był Sylwester, który minął wyśmienicie. Początek roku był bardzo męczący i dołujący. Mam nadzieję, że pozostałe miesiące nadrobią optymizmem za styczeń i początek lutego. Dziś deszczowo i trochę śnieżnie, a właściwie na odwrót: rano było śnieżnie, teraz deszczowo. Kolejna dziwna zima. Kończy się okres karnawału, w którym się nie wybawiliśmy i nie wybawimy, ale za to w Tłusty Czwartek nie będziemy sobie żałować pączków. Oczywiście z maślanką 🙂 Z Walentynkami jestem w lesie – ani prezentu, ani pomysłu na wieczór. Później urodziny – nie, nie moje, ale też jestem nieprzygotowana. Trzeba będzie się zebrać i zrobić szybką akcję prezentową. W naszym jadłospisie również powiało nudą – kiedy jest zimno mam ochotę na rosół albo bigos, a jak cieplej – monotematycznie na ryż albo zapiekane ziemniaki i gulasz. Nie chce mi się wymyślać niczego bardziej oryginalnego ani urozmaiconego. Chyba trzeba się spiąć, pomyśleć o wiośnie, żeby dodać sobie energii i wybrać się na jakieś zakupy. Ciekawe czy jeszcze są wyprzedaże… Ostatnio nawet nie miałam czasu pochodzić po sklepach. Albo zaszalejemy i w końcu wymienimy meble u Młodego, bo ma jeszcze komplet z okresu dziecięctwa, który niemało ucierpiał w okresie do – powiedzmy jego 5 roku życia. Co prawda przerabialiśmy go kilka razy, żeby „zmyć z niego dziecinność”, ale Młody mówi, że to i tak siara (nie wiem czemu, przewijaka tam nie ma;) a dziecinny wzorek został zamalowany i zastąpiony neutralnymi gryzmołami). Ale jak nie chce to nie; zobaczymy, może w końcu znajdziemy czas, żeby obejrzeć jakieś zestawy młodzieżowe i znaleźć coś dopasowanego do jego obecnego gustu. Taka przechadzka po sklepach meblowych w zasadzie mogłaby dobrze zrobić na moją ostatnią awersję do jakiejkolwiek nadplanowej aktywności. Chociaż z drugiej strony siedzenie w domu też nie jest złe: wyjątkowo mało wydałam w tym miesiącu i przeczytałam trzy książki…

Prognoza pogody na zimę i przedświątecznie

Zimno, zimno, będzie zimniej. Wypadałoby trochę schudnąć, ale przy takiej pogodzie to się nie uda. Mam ochotę na rozgrzewający bigos, albo kluski śląskie z sosem i wołowinką. A na deser kawa i jabłecznik z dużą ilością goździków i cynamonu 🙂

Dziś rozbawił mnie artykuł, w którym meteorolodzy stwierdzili, że zima będzie mroźna, śnieżna i długa; napisali też ile dni będzie padał śnieg w niektórych miastach. Cóż, ambitnie, ambitnie, ale proponuję najpierw dopracować prognozy 3-dniowe (bo często się nie sprawdzają), później zabrać się za tzw. długoterminowe czyli 16-dniowe, bo zwykle wyglądają one tak: najbliższy tydzień zbliżony do dnia dzisiejszego, a drugi tydzień taki jak akurat chciałby ogół, czyli w zimie zimny i śnieżny, a latem upalny. Odnoszę wrażenie, że prognozy te są pisane dla poprawienia nastroju obywatelom, a nie żeby realnie określić przyszłą pogodę. Zapewne tak samo wygląda sytuacja z prognozą na całą zimę: ostatnio była ciepła, więc dla urozmaicenia powiedzmy ludziom, że teraz będzie zimno. Część się ucieszy, bo tęskni za śniegiem, część się zmartwi, bo ludzie się rozleniwili i nikomu się już nie chce ciepło ubierać i skrobać samochodu. No i to poruszanie się po śniegu albo brei w szpilkach… Jednocześnie pobudzi to gospodarkę, bo wiele miast, spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych, a nawet indywidualne osoby kupią piasek i sól drogowa, na wszelki wypadek do posypania chodników i ulic. Część zaopatrzy się na wszelki wypadek w cieplejsze ciuchy i buty, część kupi więcej opału, bo przecież nie będą kupować jak już temperatura spadnie. Summa summarum wydamy więcej i więcej wpłynie kasy z podatków do budżetu, więc nic dziwnego, że meteorolodzy opłacani zapewne w większości z budżetów, wieszczą prawdziwą zimę. Teoria spiskowa? Może, ale kto to zweryfikuje. Może to tylko „kampania marketingowa” na rzecz zwiększonych wydatków.

Ale zostawmy niepewne tematy, bo jaka będzie zima wkrótce się przekonamy. Pewnikiem jest za to, że wkrótce mikołajki, a później święta, więc i tak „popłyniemy” z kasą. W tym roku postanowiliśmy wspólnie z rodziną, że mikołajki będą symboliczne i słodkie. Za to pod choinką tradycyjnie muszą się znaleźć prezenty dla każdego. Niestety nikt nie chce pisać listów do Mikołaja i każdy twierdzi, że chce „niespodziankę”. Aż chciałoby się uraczyć każdego skarpetkami 🙂 Ale złośliwa nie będę. Wypatrzyłam już fajne paski męskie diesel i chyba coś takiego sprawię ukochanemu. Zgodnie z jego zasadą: coś ładnego i praktycznego. Może zresztą zdecyduję się na dwa i wybiorę drugi dla taty. Mamie i siostrze wybiorę coś „słitaśnego” i świątecznego, bo lubią takie rzeczy – papcie, piżamy, szlafroki, sweterki, świeczniki, termofory, filiżanki, itd. Dziecko wciągnęło się w czytanie, więc może jakąś książkę i niezawodne – jeśli chodzi o zadowolenie dzieci – klocki Lego… Jakoś to będzie, byleby trzymać się budżetu.

Połowa listopada

Już pół listopada minęło i wielkimi krokami zbliża się grudzień, z najlepszymi świętami w roku, ale też przedświątecznym zamieszaniem, bieganiną, zakupami, itd. I chyba każdy marzy o white Christmas, nawet kierowcy.

A ja, już teraz próbuję sobie ułożyć w głowie cały plan, tak żeby choć raz spiąć się tak, by ostatni tydzień przed świętami nie był nieustającą bieganiną. Póki co jestem na etapie przygotowywania listy prezentów; ciii 🙂 Dziecko już dopytuje się kiedy będzie Mikołaj… Liczę też, że w tym roku będzie wyjątkowo dobra kapusta z grochem i grzybami, bo z własnej, ukiszonej kapuchy, która wyszła przepyszna (i co, nawiązując do wcześniejszego posta, obyło się bez najmniejszego draśnięcia przy szatkowaniu). Muszę też wcześniej przygotować sobie przepisy na eksperymentalne dania (lub ciasta), bo zawsze jakieś dwa przygotowuję. Buszuję sobie w internecie szukając więc czegoś co mnie zdziwi, zainteresuje, itp. – głównie spośród różnacznych kuchni regionalnych i „fantazji” na temat kuchni regionalnych (takich ciekawych modyfikacji). No i muszę też pamiętać o zrobieniu porządku na tarasie i lepiej zabezpieczyć meble na wypadek wichury czy zadymki.

Wymyśliłam sobie też, że zrobię ozdoby na choinkę, takie kolorowe serduszka – poduszeczki. Mam nadzieję, że wyjdą i że w ogóle uda mi się je zrobić. Póki co jestem na etapie poszukiwania materiału… Niestety w domu nie znalazłam żadnego, który by odpowiadał mojej „wizji”.

Trochę chaotyczna ta notatka, ale co tam, kiedy tyle rzeczy na głowie…