Od dłuższego czasu zauważam u siebie problemy z pamięcią. Odnoszę też wrażenie, że szybko się pogłębiają. To już nie jest tylko kwestia tego, że nie mogę zapamiętać idiomów z angielskiego, które obiecałam sobie wykuć, a efekty są mizerne. Wybierając się na zakupy, zabieram ze sobą listę, żeby nie chodzić dwa czy trzy razy. Kiedyś robiłam ją po to, żeby nie kupować zbędnych rzeczy, tylko te konieczne. Dziś zapisuję, żeby wiedzieć co kupić. Tym bardziej, że rozglądając się po sklepowych półkach, szybko się rozpraszam i już nie pamiętam po co przyszłam.
Zdarza mi się iść po coś do drugiego pokoju, stanąć w wejściu i zastanawiać się co też ja chciałam. Albo wracać się do domu po wyjściu, po rzeczy, których zapomniałam.
Dla mnie to przerażające, bo „za młodu” nie miałam problemów z takimi rzeczami. Do tego dochodzi kwestia dziwnego czasu pandemii, który gdzieś mi uciekł. Uświadomiłam sobie ostatnio, że zdarzenia, które identyfikuję jako: „dopiero co”, „niedawno”, „nie tak dawno” miały miejsce 4-5 lat temu, a nie np. w zeszłym roku, bo wydarzyły się przed pandemią. Ten covidowy czas… sama nie wiem czy bardziej wyciął mi się z kalendarza czy zlał w jedno i ścieśnił… W każdym bądź razie, coś dziwnego się z nim stało. I ma to wpływ na postrzeganie przeze mnie przeszłości i tym samym na pamięć o określonych wydarzeniach.
Dlatego też muszę postawić na trening pamięci bardziej niż na trening ciała (co nie oznacza, że taki też by się nie przydał). I oczywiście na trening uważności, bo uważam, że jest tu niezwykle pomocny. Oczywiście nadal zakuwam angielski, ale też zamierzam dodać do tego więcej czytania. Być może nauczę się od czasu do czasu jakiegoś wiersza, albo tekstu piosenki? Może zacznę rysować? Na pewno nie mogę zbagatelizować problemu.
No i tym sposobem zrobiła mi się seria artykułów na temat treningu. Poprzednio było o treningu autogennym, a dziś o treningu pamięci. W sumie dość zbliżony temat.
