Obiecałam sobie robić przynajmniej jeden wpis w miesiącu… Przecież to tak niewiele. Niestety w lutym zagapiłam się i przerwałam porządek 🙁 Mogę to zwalić na krótszy miesiąc, chociaż ze względu na przestępny rok, dłuższy niż zazwyczaj, można było ten nadprogramowy, jak niektórzy twierdzą – darmowy – dzień przeznaczyć na uzupełnienie bloga… Ale „poszedł” na rozrywkę 😉
A rozrywka stała się dla mnie ostatnio bardzo istotna. Zima coraz częściej przypomina późną jesień lub przedwiośnie. W dodatku takie rozkapryszone. Ciemności spowodowane krótkim dniem, szarówka spowodowana zachmurzeniem i opadami, szum wiatru i ogólnie to wszystko co sprawia, że mówimy, że dzień „jest nieprzyjemny”, jakoś depresyjnie na mnie działają.
Potrzebuję większej aktywności. Więcej słońca. Więcej relaksu przy muzyce i przyjemnych rozmowach. Kiedy więc mam do wyboru napisanie posta, albo wyskoczenie z koleżankami do pubu, albo klubu na jakiś koncert, wpis schodzi na dalszy plan. Podobnie jak wszelkie nie-tak-obowiązkowe obowiązki.
Ostatecznie nie żyje się po to, żeby ciągle coś ogarniać. Trzeba też czasem pożyć trochę, nacieszyć się przyjemnościami, towarzystwem innych 🙂
To tyle odnośnie przydługiego wstępu. Na tyle długiego, że chyba odniosę się do niego w tytule… A tak poza tym to miało być o naprawianiu sprzętu. Żyjemy w świecie „wyrzuć stare – kup nowe”. Coraz częściej, kiedy pojawią się problemy czy trudne sytuacje, stosujemy tę zasadę także do partnerów i znajomych.
W reklamach jesteśmy przekonywani, że ciągle potrzebujemy coraz to nowszych modeli. Co więcej, części do starych stają się na tyle drogie, że nie opłaca się ich naprawiać. No i same usługi związane z naprawami stają się „dość ekskluzywne”. To sprawia, że naprawiamy wyłącznie rzeczy do których mamy sentyment, jakieś wyjątkowe prezenty, itp.
A ja staram się iść naprzeciw tym tendencją. Co mogę, naprawiam sama, a co nie mogę, szukam małych zakładów, panów reklamujących się jako „złota rączka” itp.zjawisk, które do niedawna były normalką, ale już nie są. Właśnie teraz szukam kogoś takiego do naprawy odtwarzacza CD. I wiecie co? Wierzę, że znajdę i że sprzęt posłuży mi jeszcze wiele lat, zamiast zalegać na śmietniku 🙂 I to także mogę potraktować jako przerwany porządek, w obecnym trendzie.
