Ferie zimowe

No to jedno z moich noworocznych postanowień dostało w łeb, bo już drugi miesiąc nowego roku, a ja tu jestem dopiero pierwszy raz, mimo że obiecywałam sobie zaglądać częściej. Oczywiście pisząc zaglądać, mam na myśli też pozostawić jakiś ślad pisany tych odwiedzin… Ale póki co nie wyszło…

Za to dziś nadrabiam zaległości, a co będzie dalej to się jeszcze zobaczy. A powód do nadrabiania mam wyjątkowy, bo dziś zaczęły się ferie zimowe. Przynajmniej w naszym województwie. I tak porównuję sobie ferie dzisiejszych dzieci, do moich i stwierdzam, że biedne dziś te dzieciaki. Cóż one będą miały za wspomnienia na „stare lata”? „Całe dzieciństwo i młodość przesiedziałem/przesiedziałam przy komputerze.” Ach, co za emocje. Pewnie nawet nie będą pamiętały nazw gierek, w które grały, bo tyle tego jest, że się ciągle zmieniają. Przy okazji pogoda nie sprzyja ich aktywizacji, bo jak tu wyrzucić dziecko na dwór, kiedy pada deszcz i wieje wiatr. Choćby człowiek chciał, to sumienie nie pozwala. Więc hoduje się takie bierne, nudne pokolenie, które nie potrafi sobie poradzić w normalnym życiu, bo tylko w wirtualnym żyje. Doprawdy, zamiast programu 500 plus, powinien być program – zimowisko i kolonia dla wszystkich dzieci na koszt państwa. I mniej by to kosztowało i turystyka by na tym zyskała i dzieciaki by autentycznie skorzystały.  Może trafiłyby przy okazji w jakiś rejon, w którym leży śnieg, gdzie można pojeździć na sankach, nartach, łyżwach czy na jakichś cudach (broń Boże techniki). Gdzie będą mogły porzucać się śnieżkami (póki ktoś „inteligentny” nie uzna tego za zajęcie niebezpieczne i nie zabroni) i ulepić bałwana; zmarznąć trochę na dworze i zagrzać przy kaloryferze czy kominku. Ba, może nawet udałoby im się zahaczyć o kulig… Tak przynajmniej spędzało się ferie za mojej młodości, a babcią jeszcze nie jestem, więc aż tak dawno jak by mogło wynikać to z treści tych słów, to nie było.

A tymczasem moje dziecko siedzi od tygodnia i bawi się arduino. Przynajmniej o tyle dobrze, że nie gra bezmyślnie, tylko uczy się programować i konstruować. Zaczął od „dyskoteki” LED, później był czujnik światła, podłączenie wyświetlacza i zaprojektowanie napisu, a teraz jest czujnik temperatury. Docelowo ma zrobić „karmidełko” dla świnek morskich, taki dozownik na taśmie, żebyśmy mogli wyjechać na weekend nie martwiąc się o brak warzyw dla maluchów. Ale to tak przyszłościowo, bo pewnie trzeba będzie dokupić do tego jakieś elementy, a wcześniej trzeba wiedzieć jakie…

No i minął nam już miesiąc nowego roku, który tym sposobem przestał być już nowy, bo w końcu używany od 32 dni 😉