Śmieszne skarpetki

Od jakiegoś czasu hitem u nas w pracy są kolorowe, śmieszne skarpetki. Być może jest to reakcja na powrót z home office. Po prostu brakuje nam czegoś mniej oficjalnego w naszych strojach. W firmie panuje dość sztywny dress code. No więc każdy prześciga się teraz w dobieraniu do garnituru czy kostiumu jakichś zabawnych skarpetek. Kobiety uczestniczą w tej „rywalizacji” bardzo aktywnie, zakładając przeważnie do żakietu spodnie, a nie spódnice.

Prezent na Dzień Mężczyzny?

Właśnie znalazłam kolejny dobrze zapowiadający się sklep ze skarpetkami. Widzę kilka wzorów, które na pewno zrobią pozytywne wrażenie wśród współpracowników. Myślę, że od razu zamówię jakieś śmieszne skarpetki dla męża. Ostatecznie zbliża się Dzień Mężczyzny, więc coś kolorowego i wesołego będzie doskonałym pomysłem na przełamanie tego poważnie brzmiącego „święta”.

Co ciekawe, z rozmów z kolegami i koleżankami z pracy wychodzi nam, że śmieszne skarpetki cieszą się większym zainteresowaniem wśród dorosłych, niż wśród dzieci. Czyżby dał o sobie znać trend: jak jestem młody to chcę być dorosły, a jak jestem dorosły to tęsknię do dzieciństwa, więc chociaż kolorowe skarpetki sobie kupię? 😉

Bez względu na powód, uważam że wygląda to po prostu dobrze. I ewidentnie poprawia humor. Trudno bowiem przejść bez uśmiechu koło poważnego na co dzień szefa, który siedząc w sali konferencyjnej prezentuje skarpetki w kawałki pizzy, jednorożce, frytki, banany czy coś tam innego nietypowego. Jeden kolega przyszedł ostatnio w różowych skarpetach w jednorożce i jakieś kolorowe chmurki. Skarpetki dobierała mu 5-letnia córeczka 🙂

Z kolei kilka koleżanek, które lubują się w spódniczkach, wychodząc naprzeciw firmowym trendom, starannie dobiera ciekawe rajstopy. Co prawda nie są one kolorowe, ale mają całkiem fajne wzorki. To jednak opcja mniej ekonomiczna i mniej ekologiczna, bo i same rajstopy są drogie i jednak krótki ich żywot. Wolę więc pozostać przy spodniach i skarpetach.

Kolejna wichura

OMG, ale wieje. Mam wrażenie, że zaraz okno wyrwie z ramy. Dobrze, że stoję na parkingu podziemnym, bo na normalnym, gdzie dookoła drzewa, byłoby ryzykownie…

Szczecin

Rozpoczęliśmy nowy rok, a pracodawcy rozpoczęli ustalanie harmonogramów urlopów. Tym samym zarówno pracodawcy jak i pracownicy zaczęli się zastanawiać kiedy wziąć wolne i na jak długo. Coraz więcej osób planuje także gdzie to wolne spędzić. Jeśli, tak jak ja, poza długimi wyjazdami, lubicie także te krótkie, weekendowe, to proponuję rozważyć kierunek: Szczecin.

Mamy w Polsce miasta z długą i krótką historią, ładniejsze i brzydsze. Z różnych powodów czasem miejscowości, które widzimy na średniowiecznych mapach, tracą później na znaczeniu, a w kolejnych wiekach pojawiają się nowe. Szczecin to jednak jedno z tych miast, które ma długą historię i nadal rozwija się dynamicznie. Na pewno w jego miejscu istniała osada już w VII w. p.n.e. Dlatego też znajdziecie tam sporą ilość zabytków nieruchomych – ponad 270 sztuk, chociaż nie aż z tak odległych dziejów. O średniowiecznej historii Szczecina świadczy choćby fakt, że znalazł się on na Europejskim Szlaku Gotyku Ceglanego.

Zabytki Szczecina

Co warto zobaczyć w Szczecinie? Jeśli wybieramy się na krótką wycieczkę lub jesteśmy tam przejazdem, trzeba ograniczyć zwiedzanie i wybrać turystyczne „perełki”. Na szczęście na ogół miasta, które powstały jako średniowieczne grody, mają najważniejsze zabytki skumulowane w części starego miasta, którą oddzielały kiedyś mury.

W Szczecinie na pewno warto przejść się Wałami Chrobrego – tworzącymi obecnie tarasy widokowe nad Odrą. Przepięknym zabytkiem jest renesansowy Zamek Książąt Pomorskich, w którym aktualnie mieści się muzeum. Polecam także obejrzenie Baszty Siedmiu Płaszczy, Bramy Portowej oraz Królewskiej, w której mieści się pijalnia czekolady Wedla, więc można się zatrzymać na coś słodkiego 🙂

Interesującą architekturą może się pochwalić także Gmach Główny Muzeum Narodowego oraz ceglane: Akademia Morska i Urząd Wojewódzki – przypominające mi Muzeum Narodowe we Wrocławiu.

Oczywiście w mieście znajdziecie także wiele zabytkowych kościołów, pałaców oraz kamienic, a także ratusze – Staromiejski i Czerwony. Na uwagę zasługuje wyjątkowa atrakcja turystyczna: najstarsze kino w Polsce i jedno z najstarszych w Europie!

Zdecydowanie warto odwiedzić Szczecin – miasto z długą i barwną historią oraz piękną architekturą. A dla tych, którzy postanowią spędzić tam „więcej” czasu: polecam – architekt Szczecin.

Zamek Książąt Pomorskich w Szczecinie

Na koniec wrzucam kilka zdjęć Zamku Książąt Pomorskich:

Zamek Książąt Pomorskich w Szczecinie
Na dziedzińcu Zamku Książąt Pomorskich

Artykuł z linkiem promocyjnym.

Last Christmas

Jedni szykują się do Black Friday, inni czekali na Last Christmas. Last Christmas wczoraj w radiu po raz pierwszy już słyszałam 🙂 Zostało święto zakupowe – w sumie takie bardziej na zakupy przedświąteczne niż specjalne okazje, bo te będą dopiero po świętach. Jak co roku.

Przepchnąć pociąg?

Byliście kiedyś w Janowicach Wielkich? Jeśli tak, wiecie, gdzie to jest; jeśli nie – polecam. To taka miejscowość, w której zaczynają się (lub kończą) szlaki w Rudawy Janowickie – piękne górki, czasem utożsamiane z Karkonoszami. To błąd, bo Rudawy są zupełnie inne. Mają także wiele atrakcji jak choćby Kolorowe Jeziorka, Małą Ostrą, Skalny Most, Starościńskie Skały, Krzyżną Górę, Sokolik z ciekawym wejściem na szczyt, ruiny zamku Bolczów. A to tylko niewielka część atrakcji. Ze względu na dużą ilość dość wysokich skałek, jest to też Mekka miłośników wspinaczki.

Co do tego ma pociąg? Właściwie niewiele, chciałam przy okazji zareklamować Rudawy 😉 To „niewiele” to stacja w Janowicach Wielkich, na trasie kolejowej z Wrocławia w stronę Jeleniej Góry czy Szklarskiej Poręby. To właśnie tam miał awarię pociąg i to sprinter (przyspieszony) jadący ze Szklarskiej do Wrocławia 1 listopada. W sumie pociąg rzecz mechaniczna, pewnie nieźle napakowany też elektroniką, ma prawo się zepsuć.

Jednak w tym wypadku miała miejsce nietypowa sytuacja, gdyż pracownicy pociągu poprosili chętnych pasażerów… żeby go popchnęli i przesunęli chociaż o 2 metry. I wiecie co? Znaleźli 15 śmiałków 😀 Biorąc pod uwagę fakt, że pociąg waży ze 100 ton, na każdego przypadło 6,(6) tony!

Najwyraźniej Tuwima nikt tam nie czytał, a trzeba było, bo już dawno, dawno temu przecież napisał na temat pociągu:

„Lecz choćby przyszło tysiąc atletów
I każdy zjadłby tysiąc kotletów,
I każdy nie wiem jak się wytężał,
To nie udźwigną, taki to ciężar.”  xd

Współczesne osiłki także nie dały rady. Pociąg ani drgnął, jego pozycja się nie zmieniła. Trzeba się było przesiąść do innego, a przewoźnik na swojej stronie napisał, że pociąg został unieruchomiony przez… warunki atmosferyczne 😀 O próbie jazdy z napędem na siłę mięśni nie wspomniał…

Aż szkoda po tak atrakcyjnym weekendzie wracać do pracy. Dobrze, że wkrótce następne wolne. W tak ponurych miesiącach, kiedy brakuje słońca, powinno być więcej wolnych dni dla poprawy humoru i dospania 😉 No nic, trzeba ogarnąć dobrą ofertę na pozycjonowanie stron – może tę. Warto spróbować.

Artykuł z linkiem promocyjnym.

Ceny podróży

Ceny wszystkiego poszybowały w górę. GUS mówi o inflacji 5 przecinek ileś tam procent, rząd twierdzi, że wynagrodzenia rosną szybciej niż inflacja, więc luz. To tyle oficjalności. Szary lud, czyli również ja, widzi, że za wypłatę można kupić coraz mniej, a rachunki za media są coraz wyższe. I to o żadne tam 5%. Tego nikt by nie zauważył.

Ceny paliw

Sprawdźmy choćby ceny benzyny. W czasie lockdownu ok. 3 zł, aktualnie (półtora roku później), ponad 6 zł. Rząd podwyżkami pensji i świadczeniami uruchomił samonakręcający się mechanizm. Do jakiego pułapu dojdziemy? Nie wiadomo.

Koszty podróży

No i w tym kontekście chciałam wspomnieć o cenach podróży, bo ze względu na konieczną zwiększoną mobilność w ostatnim czasie, jest to temat, który drążyłam bardziej niż zwykle. Otóż, paliwo zdrożało niemało i to każde paliwo – zarówno benzyna, jak i ropa i gaz. Nie zapowiada się, żeby rząd obniżył ich cenę, bo nie od niego zależy. Co prawda mówi się, że zastanawia się i rozważa co by tu zrobić, ale już oświadczył, że podatków nie obniży, bo działałoby to na niekorzyść skarbu państwa. A wiadomo, że wszelkie reformy, choćby i „pro-ludzkie” mają na celu i tak zwiększenie wpływów budżetowych.

Bilety kolejowe i autobusowe także podrożały. Nie aż tak bardzo (procentowo) jak paliwo, ale podskoczyły. Kiedy podróżuje się samemu, jest to jednak lepsza opcja niż auto.

Na prowadzenie w tym, czym się najbardziej opłaca podróżować wysuwa się jednak samolot (bonusik to szybkość). Może nie dotyczy to wszystkich tras, bo niektóre – z niewiadomych dla mnie przyczyn – są bardzo drogie, ale można znaleźć wiele fajnych, tanich przelotów. Przewoźnicy samolotowi i niektórzy autokarowi mają spore upusty, kiedy kupuje się bilety z dużym wyprzedzeniem. Tym sposobem można np. za 300 zł polecieć z Wrocławia do Reykjaviku, w podobnej cenie z Berlina do Marrakeszu, albo za 20 zł z Gdańska do Wrocławia. Spróbujcie za tyle dojechać pociągiem, albo autobusem.

Wynajem samochodów

A na miejscu, no cóż… Można przesiąść się na lokalną komunikację miejską lub wypożyczyć auto. W Toruniu na przykład samochody w dobrej cenie wynajmuje ta firma: wynajem samochodów Toruń. W innych lokalizacjach na pewno także znajdziecie dobre oferty 🙂

Artykuł z linkiem promocyjnym.

Jesienny chłód

W zasadzie jesień zaczęła się dopiero tydzień temu. Pierwsze drzewa zaczynają żółknąć lub czerwienieć, ale większość nadal zielenią stoi. Nie wiem więc czy na porę roku czy na zimny rok zwalać ostatnie ochłodzenie, taki typowy jesienny chłód…

Kiedy się da, mam zwyczaj wychodzić wieczorem na spacer lub rower. Najchętniej przed zmrokiem, czyli z dnia na dzień coraz wcześniej. Od kilku dni, gdy wracam, towarzyszą mi snujące się po polach i drodze mgły. Z jednej strony tworzy to fajny klimacik, z drugiej być może wilgotne powietrze potęguje odczucie chłodu. Mimo, że ubieram dość grubą bluzę, wracam do domu zmarznięta, zwłaszcza po przejażdżce rowerowej.

Mgły osadzają się także rano na samochodach, lustrach drogowych czy po prostu samochodowych. Widoczność spada, a mimo to niektórzy kierowcy jeżdżą na światłach dziennych…

Takie powietrze ma jeszcze inne skutki. Jednym z nich jest to, że wszystkie dymy i zanieczyszczenia snują się przy ziemi, a że niektórzy już zaczęli ogrzewać domy, albo może robić sobie „nastrój” kominkiem, to wzrasta smog. W naszej okolicy kilka osób ma stacje monitorujące zanieczyszczenia. W ostatnich dniach poziom smogu poszybował w górę. A to jeszcze nie sezon…

Chłodne powietrze, z którym od początku pandemii mieliśmy mniejszy kontakt niż w poprzednich latach, powoduje także wzrost przeziębień i innych chorób. W pracy, sklepach, autobusach i szkołach coraz więcej zakatarzonych i kaszlących ludzi. Ja w takiej sytuacji staram się nie wychodzić z domu, żeby w razie czego nie narażać innych, ale wiele osób ma w głębokim poważaniu czy ktoś inny złapie od nich choróbsko. Jakie by nie było.

Na szczęście prognozy pogody mówią, że jeszcze wrócą cieplejsze noce. Mam nadzieję, że zanim to nastąpi nie będzie przymrozków. Szkoda byłoby, gdyby liście z drzew pospadały przed zmianą kolorów. Marzy mi się złota polska jesień. Taka prawdziwa, cieplutka, pachnąca suchymi liśćmi i grzybami, błyszcząca nitkami pajęczyn, szeleszcząca pod butami. Oby się w tym roku przydarzyła 🙂

A tymczasem mamy jesienny chłód.

Biura rachunkowe

W 2014 roku ustawodawca w ramach „uwalniania zawodów” zniósł szczególne wymogi dotyczące prowadzenia biura rachunkowego. Od tego czasu biuro może prowadzić każdy, w ramach swobody podejmowania działalności gospodarczej. Nie wymaga to żadnego wykształcenia w tym kierunku, doświadczenia zawodowego czy zdania egzaminu państwowego. A zatem od woli przedsiębiorcy zależy czy założy on biuro rachunkowe czy sklep ze sprzętem sportowym.

Co prawda dla usługowego prowadzenia księgowości należy spełnić trzy warunki, jednakże nie mają one charakteru „zawodowego”. Pierwszy z nich to pełna zdolność do czynności prawnych, drugi to ubezpieczenie działalności, a trzeci: brak prawomocnych orzeczeń za określone przestępstwa. Oznacza to, że każda pełnoletnia osoba, której prawa nie zostały ograniczone lub nie została ubezwłasnowolniona całkowicie i jednocześnie, która nie została skazana prawomocnie przez sąd oraz która zakupiła obowiązkowe ubezpieczenie swojej działalności, może zajmować się usługowym prowadzeniem księgowości. W przypadku wyroku skazującego chodzi o przestępstwa przeciwko wiarygodności dokumentów, mieniu, obrotowi gospodarczemu, obrotowi pieniędzmi i papierami wartościowymi, za przestępstwa skarbowe i przestępstwa wymienione w rozdziale 9 ustawy o rachunkowości.

Biorąc pod uwagę wcześniej obowiązujące egzaminy zawodowe i certyfikaty, ustawodawca zrzucił ryzyko związane z księgowaniem de facto na klientów biur rachunkowych. Ponieważ aktualnie biuro rachunkowe mogą prowadzić osoby nie mające bladego pojęcia o księgowości, tym większe znaczenie ma odpowiedni wybór biura rachunkowego.

Najlepiej, aby działało ono dłużej na rynku. Warto też sprawdzić opinie wyrażane przez dotychczasowych i byłych klientów na forach, w mediach społecznościowych czy na innych stronach internetowych. Można zwrócić także uwagę na formę prowadzonej działalności, kapitał zakładowy – jeśli jest to bardzo popularna przy tego rodzaju działalności spółka z ograniczoną odpowiedzialnością oraz wysokość ubezpieczenia. Należy pamiętać, że często kwota kapitału zakładowego plus suma ubezpieczeniowa stanowi de facto górną granicę odpowiedzialności takiego biura księgowego.

Dodam jeszcze, że ze względu na rozliczenia przez Internet, nie ma obecnie znaczenia odległość od księgowego. Prowadząc działalność we Wrocławiu można wybrać biura rachunkowe w Olsztynie.

Życzę Wszystkim trafnych wyborów oraz długiej i dobrej, bezkonfliktowej współpracy z wybranym biurem księgowym. Abyście mogli zająć się prowadzeniem działalności, a nie rozważaniem czy księgowy dobrze wykonuje swoje zadania.

Spływy kajakowe

W zeszłym roku wkręciłam się w spływy kajakowe małymi, meandrującymi rzeczkami. Jakoś wcześniej specjalnie nie ciągnęło mnie do kajaków. W młodości, żebyśmy nie wypływali na środek jeziora, straszono nas grzybkiem. I tak nastraszono, że do dziś się tego grzybka obawiam, mimo, że nigdy mi się nie przytrafił… Pozostał jednak dyskomfort przed pływaniem po dużych akwenach, zwłaszcza w poprzek fali.

I dopiero w czasie ubiegłego urlopu dałam się namówić na spływ kajakowy po Czarnej Hańczy. Zgodnie z ulotką do wyboru mieliśmy cztery podlaskie, a właściwie suwalskie, rzeki – Czarną Hańczę, Rospudę, Marychę i Szeszupę. Najpierw myśleliśmy o Rospudzie, bo dużo o niej słyszeliśmy. Jednak pewna pani, która razem z nami wybierała kajaki, stwierdziła, że skoro są z nami dzieci i są osoby bez doświadczenia w machaniu wiosłem, to Rospudę odradza ze względu na odcinki o szybszym nurcie, które potrafią wyrzucić w zarośla, a w tych zaroślach bywa (a przynajmniej bywał w zeszłym roku) barszcz Sosnowskiego. Pani polecała nam Czarną Hańczę, albo przepiękną pustą Marychę.

Na Marychę było jednak za mało chętnych… „Procedura” jest taka, że zbiera się chętnych na daną trasę, bierze ludzi do busa, kajaki na przyczepkę i zawozi w wyznaczone miejsce startowe. Później, po kilku godzinach, kiedy dopłynie się do określonego miejsca końcowego, dzwoni się po firmę, żeby przyjechała i zabrała z powrotem do „miejsca zbiórki”.

Kiedy mieliśmy płynąć, wszyscy inni uczepili się Czarnej Hańczy jak rzep psiego ogona. Więc poszliśmy za wszystkimi. I absolutnie nie żałujemy. Jak już pisałam, przez firmy wynajmujące kajaki na Czarnej Hańczy są wyznaczone miejsca początkowe i końcowe. Nie wiem czy we wszystkich firmach jest tak samo, ale sądząc po ilości kajaków jest to prawdopodobne. Mieliśmy do dyspozycji 3 odcinki: 12 km (Wigry – Buda Ruska), 16 km (Buda Ruska – Frącki) i 23 km (Frącki – Mikaszówka). Zdecydowaliśmy się na odcinek 16 km.

Był przepiękny, polecam. Rzeka płynie sobie spokojnie, czasem wśród zarośli, czasem lasem przypominającym namorzynowy, czasem łąkami. Dookoła latają ważki, pływają kaczki i łabędzie. Woda jest tak czysta, że widać wodorosty o soczysto-zielonej barwie. Podobno w sezonie, zwłaszcza w weekendy, Czarna Hańcza potrafi się korkować od kajakarzy. My płynęliśmy w tygodniu i na korki nie trafiliśmy. I owszem było trochę kajakarzy, ale nie jakieś tłumy.

Przygoda warta przeżycia. W tym roku zachęcona doświadczeniami z poprzedniego, wybieram się na spływ Baryczą. Mam nadzieję, że będzie równie pięknie 🙂

A fotki z naszej wyprawy wyglądały np tak:

Spływ Czarną Hańczą
Spływ Czarną Hańczą
Spływ kajakowy Czarną Hańczą
Spływ kajakowy Czarną Hańczą
Czarna Hańcza
Czarna Hańcza

Idzie wiosna

Idzie wiosna, choć trudno to jeszcze dostrzec. Na razie jest zimno. Co więcej, najzimniej ma być właśnie pierwszego dnia wiosny. Temperatura w dzień ma oscylować wokół taktycznego zera, a w nocy ma być spory mróz. Być może poprószy śnieg… Trzeba będzie w nim zakopać Marzannę, bo w taką pogodę ani ogniska się nie zrobi, ani w wodzie nie utopi. Chyba, że w przeręblu. Ale, ale, na szczęście pogoda zmienną jest i już kilka dni później, tak jakoś od środy, albo czwartku ma się zrobić wiosenne kilkanaście stopni 🙂

A skoro tak, to trzeba się będzie zabrać za wiosenne porządki. W tym roku „na tapetę” idzie balkon. Niestety stalowe barierki zaczęły rdzewieć. Trzeba je oczyścić i pomalować. Szykuje się też spory wydatek na nową markizę. Poprzednią zniszczyła wichura, która pojawiła się nagle w czasie naszej krótkiej nieobecności. Chcę tęż wymienić krzesełka, stolik i donice z kwiatami. Tym razem postawię na coś trwalszego i idealnie pasującego, ponieważ znalazłam donice na wymiar. To idealny pomysł na mój „niewymiarowy” balkon. W dodatku produkt trwały, więc nie trzeba się martwić jak – po pęknięciu plastikowej donicy – przenieść jej zawartość do nowej.

Od soboty wracamy do zamknięcia wielu branż. Zapewne dziś i jutro będzie oblężenie galerii handlowych. Jak dla mnie to totalna bzdura. Zamiast wprowadzić ograniczenia ilościowe osób na daną powierzchnię, zamyka się bogu ducha winne sklepy odzieżowe i obuwnicze. W ten sposób wprowadza się chaos i ścisk w ostatnich dniach, bo przecież dzieci rosną, więc trzeba im odzież i obuwie kupić. I sobie coś na wiosnę.

Za to normalnie będą funkcjonowały sklepy budowlane i meblowe. Gdzie tu sens? Co jest ludziom bardziej potrzebne – nowe buty czy nowe meble? Wielkie hale funkcjonujące pod nazwą – targowisko czy hala targowa może działać nadal, ale te funkcjonujące jako galeria handlowa już nie. Mimo, że w galeriach przejścia są szersze, więc łatwiej się wyminąć zachowując zalecany odstęp… O ile rozumiem zamieszanie i nieprzemyślane decyzje sprzed roku, o tyle powtórka jest już czymś niewyobrażalnym. Mam wrażenie, że decyzje podejmują ludzie, którzy nie ogarniają całego problemu, tylko jakieś wycinki.

Ech. Cieszmy się wiosną, bo na radość z normalności chyba jeszcze długo nie będziemy mogli liczyć…

Zamieszanie ze szczepionkami

Dziś mija miesiąc od rozpoczęcia szczepień w Polsce przeciwko covid-19. No i oczywiście pojawiło się zamieszanie, a nawet cała grupa zamieszań, na różnych płaszczyznach. Z jednej strony mamy zamieszanie z osobami szczepiącymi się w „uprzywilejowanych” grupach, czyli poza swoją kolejnością. Z drugiej strony, tak się wystraszono tego, żeby kogoś spoza grupy nie zaszczepić, że marnuje się szczepionki. W jaki sposób? W jednej ampułce jest dawka na 5-6 szczepień. Ale zdarza się, ze wiele osób zapisanych na szczepienia nie przychodzi. W ten sposób podaje się szczepienia tym, którzy przyszli, broń Boże z innej grupy. Lepiej niech się reszta zmarnuje, bo inaczej będzie dym.

Jest też zamieszanie ze zbyt małą ilością szczepionek, które do nas trafiają. Producent ograniczył dostawy i tyle. Inna firma, która miała szczepić, jakoś się wycofuje, mimo że Unia wpłaciła im ponoć setki milionów euro na badania…

Jest też zamieszanie ze skutecznością szczepionki dla seniorów. Poszła fama, że w jednej z nich wynosi ona 8 procent. Trochę mało.

Kolejna płaszczyzna zamieszania to wzrastająca ilość zachorowań w Izraelu, który przoduje w szczepieniach. Podobno to skutek tego, że nie ma odporoności po pierwszej dawce. Może tak, a może nie… Okaże się w ciągu kilku miesięcy.

A jak u nas idzie… Hmm…. Po miesiącu mamy zaszczepionych bodajże 1,85 procent populacji. Jeśli tempo nam nie wzrośnie, do końca roku zaszczepimy 25 procent…. A że szczepionka „jest ważna” rok, to powstanie pytanie, czy po roku szczepić znów tych samych, czy zachować kolejkę. W ten sposób szybciej wirus wygaśnie samoczynnie niż na skutek szczepień. A zamieszanie ze szczepionkami trwa…