Myślałam, że chociaż grudzień w tym dziwnym roku już mnie nie zaskoczy, że będzie spokojnie zmierzał ku świętom i Nowemu Rokowi. Ale nie. Przy okazji robienia przedświątecznych porządków (tak, zaczęłam znacznie wcześniej nauczona doświadczeniami poprzednich lat), zauważyłam wilgoć na jednej z zewnętrznych ścian. Kurcze! Jeszcze tego mi brakowało… Mam nadzieję, że to efekt rzadkiego wietrzenia mieszkania w ostatnim czasie (często wyjeżdżamy), a nie coś trudniejszego do usunięcia.
Na razie potraktowałam czarne wykwity domestosem i starłam szmatką. Postanowiłam zainwestować także w osuszacze powietrza. Oby to przyniosło efekt. W przeciwnym razie czekają mnie kolejne wydatki i jak to z remontami bywa, pewnie nie małe. No i mnóstwo bałaganu i kłopotów.
Wcześniej zabrałam się także za zakupy prezentów. Tego też nie chcę zostawiać na ostatnią chwilę. Grunt to spokój.
Stwierdzam, że bardzo krótkie było ostatnie lato, albo jaśniej – mało było ciepłych, przyjemnych dni. Może przez wiosenne zamknięcie mam takie odczucia, a może przez dużą ilość deszczowych dni w lipcu i w ogóle szybkie nastanie jesieni. Z jednej strony bardzo szybko zleciał ten rok, a z drugiej wlókł się. Pewnie wszystkie życzenia świąteczne i noworoczne będą krążyły w tym roku ku lepszemu 2021… Żeby się sprawdziły…
Trzeba kończyć i włączyć sobie jakiś przyjemny film na poprawę humoru. Wykończy nas ta izolacja…
