Zmiana jadłospisu

Nadeszła wiosna, a wraz z nią nie tylko ochota na zmianę ciuchów, ale też jadłospisu. I nie, tym razem nie chodzi mi o lekkie sałatki. Po prostu stwierdziłam z przykrością, że moje menu zrobiło się tendencyjne. Swoją drogą, niemała w tym zasługa rodziny, która ma swoje ulubione potrawy, ale ileż można. Wprowadzam więc zmiany, albo przynajmniej modyfikacje. Zaczynam dziś od zmiany sosów do mięs na musy. Zobaczymy co z tego wyjdzie. No i będzie więcej kaczek, gęsi i królików. Taki plan. Oby nie rozjechał się w rzeczywistości 😉

A pogoda naprawdę piękna, co muszę odnotować. Od wczoraj mamy prawdziwą wiosnę, z temperaturami niewiele poniżej 20 stopni i błękitnym niebem. Chce się wstawać, chce się żyć.

Ufff… Kolejne zebranie z rodzicami odfajkowane. Nie było tym razem tak źle. Poszło nawet bardzo sprawnie. Czasem zdarzają się rodzice z wielkimi problemami, nad którymi potrafią się długo rozwodzić i szukać poklasku wśród innych. Tym razem ich nie było 🙂

Plany na wakacje

Nadeszła wiosna; co prawda jeszcze nie ta astronomiczna, ani nie faktyczna – obserwując śnieg pokrywający samochody i trawniki, ale jakoś tak w narodzie tkwi świadomość, że marzec to już wiosna, tak jak wrzesień to już jesień, mimo że przez jego większą część mamy jeszcze lato. No więc, nadeszła wiosna i zaczyna się snucie planów i robienie rezerwacji na wakacyjne wyjazdy. W tym roku wiele osób zastanawia się gdzie by tu się wybrać, żeby było bezpiecznie i żeby nie trafić na pochody emigrantów czy też na ich pełne miasteczka i plaże. Bo umówmy się – dobroczynność dobroczynnością, współczucie współczuciem, ale na wakacje jedzie się, żeby odpocząć i się zrelaksować a nie martwić problemami innych. Tym bardziej, że – jak pokazuje rzeczywistość, a często nie pokazują media – panowie potrafią być niebezpieczni. To powoduje, że wśród znajomych obserwuję tendencję do odwracania się od kierunku na Grecję i Chorwację i duże wahania co do słonecznej Italii, bo choć o nich mówi się mniej, to jednak znaczna część emigruje właśnie tam. Wraca więc do łask zapomniana od kilku lat Hiszpania i dużo droższa, choć też piękna Francja. Z rozrzewnieniem niektórzy wspominają Krym, choć nikt się tam nie wybiera. Raczej coraz więcej osób zastanawia się nad rodzimym Bałtykiem i Mazurami, bo ostatnie lata mamy upalne więc ciepłolubni, albo raczej upałolubni znajdą u nas to co w ciepłych krajach; choć nadal zagranica to szpan. Z innych kierunków rozważania padają na Amerykę Południową i Środkową, bo mimo dużej odległości ceny robią się zbliżone do cen wyjazdów europejskich. Ostatnimi czasy coraz więcej osób przekreśla też kraje Afryki Północnej, z oczywistych względów, choć są i tacy, którzy się tam pchają z całymi rodzinami. Osobiście nie lubię kusić losu i dla ratowania gospodarki tamtego regionu narażać rodziny na niebezpieczeństwo, żeby w razie czego biadolić przed kamerami jakie to nieszczęścia i niewygody nas spotkały. No i jeszcze rozwija się wśród znajomych kierunek azjatycki, dalekowschodni. Co do nas, na razie uzgodniliśmy tyle, że jesienią wybieramy się w Bieszczady. Zastanawiamy się tylko czy zahaczyć o Solinę, Wetlinę czy Polańczyka. Domki wszędzie są w podobnych cenach i standardzie, a okolica wszędzie piękna. Jeśli chodzi o wyjazd czysto wakacyjny, to – jako że nie jesteśmy ciepłolubni – zastanawiamy się tym razem nad krajami Beneluxu, albo w drugą stronę – nad Litwą, Łotwą i Estonią. Będziemy jednak musieli przysiąść, porządnie rozważyć opcje i się na coś zdecydować, bo nie lubię jeździć tak zupełnie w ciemno, tylko przed wyjazdem staram się nauczyć choć kilku, no powiedzmy, że więcej niż kilku, najbardziej przydatnych zwrotów, bo nie oszukujmy się – u nas panuje przekonanie, że angielski jest językiem uniwersalnym, ale tak naprawdę w wielu krajach zdecydowana większość go nie zna. A tymczasem nadeszła wiosna. Wczoraj był bardzo miły Dzień Kobiet, a dziś stoi przede mną piękny, wielki bukiet różnokolorowych tulipanów 🙂

Dzień Mężczyzn

Dziś Dzień Mężczyzn. Wszystkim Panom składam więc serdeczne życzenia 🙂

U siebie w domu już złożyłam. Moje dziecię „wycwaniło się”, bo chce obchodzić i Dzień Mężczyzn i Dzień Chłopaka, bo twierdzi, że jest trochę jednym, a trochę drugim 🙂

A poza tym piękną mamy wiosnę 🙂

Początek wiosny

Wiosna zaczęła się pięknie. Było ciepło, właściwie letnie. W ciągu 2 dni drzewa zabieliły się kwiatami i świeżutką zielenią, albo przynajmniej – te bardziej oporne – obsypały się pąkami. Na dworze zrobiło się cieplej niż w domu. Wykorzystaliśmy okazję do powłóczenia się w sobotę po górkach. Niestety, niedziela przywitała nas deszczem i 12-stopniowym spadkiem temperatury. Brrr. A mieliśmy jechać do Ogrodu Botanicznego… Niestety tę wycieczkę trzeba było przełożyć. W niedzielę przechodząc wzdłuż ulicy, przy której gęsto zaparkowano samochody, stwierdziliśmy, że 3/4 z nich ma już przełożone opony na letnie… Ja wiem, że zrobiło się ciepło, ale przysłowia, że  w marcu jak w garncu i że kwiecień plecień poprzeplata, trochę zimy trochę lata, zawsze powodują, że przezornie powstrzymujemy się z przełożeniem opon do drugiej połowy kwietnia. No i proszę, wczoraj rozmawiałam z rodzinką z Wałbrzycha i dowiedziałam się, że tam ŚNIEG PADA. Na szczęście u nas klimat łagodniejszy i oby żadne mrozy nie przyszły i nie wymroziły drzewek, bo znowu będzie „klęska owocowa”.

Tymczasem dziś kolejny dzień chłodny i deszczowy. Kałuże na ulicy takie stoją, że bez gumowców ani rusz. Niedobrze. Będzie mokro, będą komary, które w zeszłym roku były plagą, a w tym już się pojawiły. Moja teoria jest taka: wiosna nie chce przyjść przez głupie przepisy środowiskowe, które zabijają starodawne zwyczaje i kulturę. Bo wyobraźcie sobie, że u nas w szkołach w tym roku nie było topienia ani palenia Marzanny, bo to szkodzi środowisku… A niby mamy inteligentne społeczeństwo z ogromnym odsetkiem ludzi z wyższym wykształceniem. Trzeba by więc wysnuć następujące wnioski: albo szkoły i uczelnie ogłupiają, albo żadne wykształcenie nie zrobi z głupca inteligenta…

Wiosenne menu

Za oknem już wiosna, no może przedwiośnie. Niestety nie ma jeszcze i pewnie długo jeszcze nie będzie świeżych warzyw i owoców, a te które kupujemy muszą być nieźle napakowane chemią. Tym niemniej nie potrafię się powstrzymać przed zmianą diety. Ostatnio u mnie na stole gości mizeria i kanapki z pomidorem i rzodkiewką albo szczypiorkiem. Znam zasady i wiem, że powinnam jeść raczej buraczki i kapustę, ale cóż zrobić, kiedy na dworze tak cudna pogoda i ma się ochotę na coś „lżejszego”. Wy też tak macie?

Wiosna

Śpieszę donieść, że w moim ogródku „wylazły” już z ziemi tulipany i narcyzy. Pewnie wylazły już wcześniej, ale dopiero dziś tam byłam i je wypatrzyłam. Cudownie! Pięknie!