Tak, wiem, wyprzedaże to naciąganie itd. itd. itd., ale i tak je lubię. Zresztą wygląda na to, że nie tylko ja, a może to ta pogoda, w czasie której ludzie nie wiedzą co ze sobą zrobić, a w domach nie chce im się siedzieć… hmm… W każdym bądź razie coś sprawiło, że nasza (z koleżankami) weekendowa wyprawa do galerii rozpoczęła się od koszmaru ze znalezieniem miejsca do zaparkowania. Zanim udało nam się stanąć, zrobiłyśmy kilka kółek po parkingu podziemnym, kilka po nadziemnym, a w końcu zaparkowałyśmy jakieś 200 m od galerii, na parkingu przy mało uczęszczanym sklepie. Zresztą kasy w zasadzie nie wydałam, bo kilka osób podarowało mi pod choinkę karty podarunkowe. Może to i mało subtelny prezent, ale ma ten plus, że można sobie wybrać to co się naprawdę podoba, nie ryzykując rzeczy, które wrzuci się do szafy czy szafki i pozostaną tam do sądnego dnia. No więc, zaszalałam nabywając sporo nowych rzeczy, choć przyznam szczerze, że zapewne gdybym poczekała jeszcze z 3 tygodnie, to pewnie trafiłabym na większe przeceny. Ale radość jest 🙂 Jednak mimo wszystko zakupy potrafią dostarczyć sporą dawkę endorfin 😉
2015/2016
Rok 2015 zapisze się w naszej pamięci zapewne nie tylko jako rok wielkiej migracji i kłopotów z emigrantami, nie tylko jako rok zmiany rządów i wielkich protestów niezadowolonych przegranych w wyborach, ale także jako rok wyjątkowo upalny (sierpień z temperaturami niewiele niższymi od +40 stopni) i suchy – czego nie są w stanie zrekompensować nawet deszcze padające bardzo często przez ostatni miesiąc. Zapisze się też w naszej pamięci ciepły grudzień, w którym temperatura rzadko kiedy spadała poniżej 10 stopni, za to śnieg sypnął w Święta Wielkanocne. Zresztą coraz więcej jest takich dziwnych pogodowo lat. Aż strach pomyśleć, co wyprawiać mogą kolejne lata, choć ciągle mam nadzieję, że któryś rok się wyłamie i będzie taki tradycyjny. Może 2016 taki będzie? Póki co zapowiada się, że zacznie się mroźnie (w przeciwieństwie do 2015 kiedy to było ciepło i ostro padało), oby także śnieżnie. Przydałaby się porządna zima dla uzupełnienia wód gruntowych, z mrozem i konkretnym śniegiem. Później dla odświeżenia pamięci mogłaby przyjść tradycyjna wiosna, a po niej lato, ciepłe ale nie upalne i trochę deszczowe, złota polska jesień i na koniec śnieżny grudzień. Czy nie byłoby miło? Kto wie, może będzie.
A tymczasem mój telefon zasypują wiadomości o wielkich wyprzedażach na przełom lat 2015 i 2016…
Obiecuję sobie w przyszłym roku częściej tu zaglądać 🙂
Wnioski po wyprawie do sklepów
Zakupy rzeczywiście poprawiły mi humor i dodały energii, chociaż na zimowe wyprzedaże już się nie załapałam. Może to i dobrze. Po co mają rzeczy leżeć cały rok. Za to kupiłam sobie coś na już i na wiosenną przyszłość.
Konkluzja po zakupach jest przykra: ludzie to straszne fleje i naciągacze. W sklepach znalazłam mnóstwo bluzek pobrudzonych fluidami, część nawet gdzieś tam poprutych (pewnie jakaś „dama” próbowała się wcisnąć w za mały rozmiar). Ba, znalazłam nawet kilka bluzek wyraźnie noszonych. Zapewne ktoś kupił, ubrał na jakąś imprezę i odniósł, że niby nie nosił. Ciekawe dlaczego przyjęli coś takiego, skoro widać, że pod pachami brudna, na łokciach wygnieciona od noszenia i cała przybrudzona i wymiętolona. I jeszcze powiesili takie „coś” na wieszaku do sprzedaży jako nową rzecz. Nawet w lumpeksach są lepsze, a przynajmniej czyste.
