Zakupy rzeczywiście poprawiły mi humor i dodały energii, chociaż na zimowe wyprzedaże już się nie załapałam. Może to i dobrze. Po co mają rzeczy leżeć cały rok. Za to kupiłam sobie coś na już i na wiosenną przyszłość.
Konkluzja po zakupach jest przykra: ludzie to straszne fleje i naciągacze. W sklepach znalazłam mnóstwo bluzek pobrudzonych fluidami, część nawet gdzieś tam poprutych (pewnie jakaś „dama” próbowała się wcisnąć w za mały rozmiar). Ba, znalazłam nawet kilka bluzek wyraźnie noszonych. Zapewne ktoś kupił, ubrał na jakąś imprezę i odniósł, że niby nie nosił. Ciekawe dlaczego przyjęli coś takiego, skoro widać, że pod pachami brudna, na łokciach wygnieciona od noszenia i cała przybrudzona i wymiętolona. I jeszcze powiesili takie „coś” na wieszaku do sprzedaży jako nową rzecz. Nawet w lumpeksach są lepsze, a przynajmniej czyste.
