Ostatnio dowiedziałam się, że córka mojej przyjaciółki zrezygnowała ze studiów i szuka pracy. Przyjaciółka nie jest tym faktem zachwycona, bo liczyła na to, że córka skończy studia, będzie mogła się pochwalić „mgr”-em, znajdzie dobrą pracę, itd. Spytałam o powody tej decyzji, bo dobrze jej szło, a ona na to, że córka stwierdziła, że to nieżyciowy kierunek i strata pieniędzy i czasu. Powiem szczerze, że cieszę się, że to do niej dotarło, bo jak się dowiedziałam, że idzie studiować filozofię, to od razu obu paniom szczerze odradzałam. Filozofia to co prawda ciekawy kierunek, ale dla hobbystów, na zasadzie: mam zawód, a chcę poszerzyć swoją wiedzę z filozofii to idę sobie w wolnej chwili postudiować. No, ale moda jest modą, jakaś tam koleżanka też tam poszła, więc i E. się wybrała. Teraz przyszło opamiętanie, że ideami żyć się nie da, że jednak dobrze jest po studiach znaleźć pracę i zacząć zarabiać pieniądze, które pozwolą godnie żyć. No więc zrezygnowała. Ambitnie przegląda oferty pracy. Opole to spore miasto, więc powinna coś wkrótce znaleźć, tym bardziej że dziewczyna nie ucieka od roboty, w czasie wakacji już pracowała. Teraz zastanawia się nad kolejnym kierunkiem studiów, które chce zacząć od października, ale już zaocznie, żeby nie kolidowało z pracą. Pocieszyłam przyjaciółkę, że moim zdaniem jej córa zmądrzała i że jak będzie konsekwentna to lepiej na tym wyjdzie. Lepiej w jej wieku „stracić” półtora roku, niż kilka lat na pełne studia i kilka kolejnych na poszukiwanie pracy po nietrafionych studiach, a na koniec przebranżawiać się. Mam nadzieję, że wybierze jakieś studia językowe, bo ma do tego smykałkę, a gdyby otworzyła jakieś biuro tłumaczeń, to na pewno byłoby jej łatwiej niż szukać pracy po filozofii.
